Nie lubię takich ludzi. Stronię od nich, uciekam, unikam kontaktu wzrokowego, przechodzę na drugą stronę ulicy, omijam szerokim łukiem. Marta Szarejko uczyniła ich bohaterami swojej książki.

O kim mowa? O ludziach żyjących na marginesie społeczeństwa, ludziach, którzy na co dzień nic nie mówią, bo i nikt pewnie nie zechciałby ich słuchać. Właściwie nawet, nie ma o czym mówić.

Mamy tu alkoholika, który chciał zostać pisarzem, Cygankę z pięknymi snami, jubilera, który nigdy już pewnie nie będzie miał okazji oglądnąć tych wszystkich skarbów, z którymi kiedyś przecież obcował na co dzień, Dona Ivo święcie przekonanego o tym, że należy do włoskiej mafii. Mamy bezdomnych, ludzi z przytułków, młode matki, ludzi szalonych, ludzi, którzy nie radząc sobie z życiem, w mniej czy bardziej świadomy sposób postanowili odejść w cień.

Szarejko albo pisze o nich z punktu widzenia osoby trzeciej, albo oddaje im głos. I to ten głos jest chyba najbardziej wstrząsający, właśnie na niego najbardziej czekamy, bo sprawia, że czujemy się jakbyśmy stali zaraz obok. I słuchamy. Choć tak naprawdę wcale nie chcemy słuchać. Jest jednak jakaś siła, coś co nie pozwala nam odejść. 

Styl autorki jest dość specyficzny, nie do każdego trafi, mi ciężko było się w niego wgryźć. To czasem pojedyncze zdania zajmujące całą stronę, zdania urwane w połowie, czasem to cała strona tekstu pozbawiona jakichkolwiek znaków interpunkcyjnych, momentami kuleje też gramatyka, szyk zdania jest zupełnie pomieszany, wszystko jest nie tak. Ale tak się przecież mówi, nikt nie zastanawia się jak zdanie, które właśnie wypowiedział wyglądałoby w wersji pisanej. Więc ja ten zabieg rozumiem. Co wcale nie znaczy, że muszę go doceniać. I nie doceniam, żałując po cichutku, że Szarejko się na niego zdecydowała. Pisząc w inny sposób też można też można by przekazać odpowiednie treści. Choć z drugiej strony, może nie aż tak dobitnie.

Mimo tego uważam, że warto trochę posłuchać, zwłaszcza gdy na co dzień nawet nie ma o czym mówić.

Ocena: 3,5/6

Marta Szarejko, Nie ma o czym mówić, Kraków, Wydawnictwo AMEA 2010.

***

A jeśli ktoś chciałby wniknąć na moment w ten świat, to chętnie przekażę mój egzemplarz dalej. Na zgłoszenia czekam do soboty, tak, abym losowanie mogła przeprowadzić w niedziele, a książkę wysłać w poniedziałek.