Rzadko, bo rzadko, ale raz na jakiś czas zdarzają się tacy autorzy, których debiuty wywołują na mnie tak ogromne wrażenie, że z uporem maniaka sięgam po ich kolejne książki, choćby miały być największym z możliwych rozczarowań. Tak jest między innymi z Zośką Papużanką. Jej Szopka była dla mnie literackim objawieniem, powieścią, która choć nieidealna, tkwi w mojej głowie nadal mimo upływu lat. On jak już swego czasu pisałam, okazał się lekkim rozczarowaniem, nie tylko dla swojej matki, ale i dla mnie, spragnionej, stęsknionej czytelniczki. Zaś najnowszy Świat dla ciebie zrobiłem pozostawił mnie obojętną tak bardzo jak obojętni wobec siebie są bohaterowie tej książki. Albo dokładniej rzecz ujmując tych opowiadań, bo to zbiór opowiadań właśnie i może gdybym wiedziała o tym w momencie sięgania po tę książkę, to mój odbiór byłby jednak odrobinę inny.

SwiatDlaCiebieZrobilem

Wiecie, że ja na początku, a właściwie nawet jeszcze przy lekturze drugiego z utworów, byłam wciąż pewna, że to jest powieść? Serio. Dlatego też wielkie miałam nadzieję, bo zaczęło się to wszystko bardzo dobrze, tylko później… No co tu dużo mówić, później jakoś się wszystko rozmyło, rozmazało, bohaterzy zlali się w jedno, wątki przestały ciekawić, wszystko straciło jakoś większy sens. Jeśli po przeczytaniu całej książki, człowiek dochodzi do wniosku, że najlepszy z tego wszystkiego jest jej tytuł, to znaczy, że chyba nie jest zbyt dobrze, prawda? Ale to jedno trzeba przyznać – tytuł jest naprawdę świetny.

Świat dla ciebie zrobiłem to w gruncie rzeczy bardzo smutna książka. Prawdziwa, ale smutna. Zośka Papużanka jest doskonałą obserwatorką i z ogromną precyzją opisuje relacje międzyludzkie, a te bywają co najmniej trudne. Mam wrażenie, że mimo znaczącego tytułu, jesteśmy jednak wciąż zbyt egoistyczni, zbyt zapatrzeni w siebie, zbyt skupieni na tym, żeby samym sobie zrobić dobrze, po czym nagle, dopiero w pustym hotelowym pokoju brakuje nam tych, których na co dzień nie zauważamy. Ciągle za czymś pędzimy, do czegoś dążymy, czekamy na Święta, na wakacje, na wymarzony urlop. Tworzymy świat dla innych nie po to, żeby im było lepiej, ale z nadzieją na wdzięczność za to stworzenie, a gdy jej nie ma jesteśmy totalnie wściekli. Nie mamy czasu na spokojny spacer z mężem, a na niedzielnym obiedzie u rodziców całą uwagę skupiamy na tym, by jak najszybciej już wyjść. Stajemy się tak mocno obojętni, tak bardzo przyzwyczajamy się do bycia obok siebie, ale nie ze sobą, że nie zwracamy już nawet na to uwagi.

Zośka Papużanka pisze o tym wszystkim w swój dość specyficzny sposób, a choć w momencie czytania coś tam w czytelniku drga, jakoś go ten los bohaterów rusza, to już po przewróceniu ostatniej kartki, stają się oni zupełnie obojętni. Może tak właśnie miało być?

Mimo wszystko po kolejne utwory Papużanki też będę sięgać. Z nadzieją na to szybsze serca bicie, na ten efekt wow, na to, by kolejna książka też zakorzeniła się we mnie tak głęboko jak debiutancka Szopka.

Zośka Papużanka, Świat dla ciebie zrobiłem, Kraków, Wydawnictwo Znak 2017