Rzadko mi się to zdarza, ale owszem czasem oglądam film jeszcze przed przeczytaniem książki. Zwłaszcza jak stanie nade mną pewien Pan i marudzi, żebyśmy w końcu to obejrzeli, a ja niestety zdaję sobie sprawę, że zanim dojdę do książki, która nie jest pożyczką ani egzemplarzem recenzenckim to trochę czasu może minąć, Pan się zaczyna denerwować, ja się zaczynam denerwować i po co to komu? Więc tak, czasem się uginam. Tyle, że po tym ugięciu nie wiem czy chcę jeszcze nadal książkę przeczytać, bo boję się, że to jest ten jeden z niewielu wyjątków kiedy to książka może nie dorównać wersji filmowej, a nie na odwrót.

Charlie Babbit (Tom Cruise) to takie, na moje oko, wieczne dziecko. Wiecznie traktujące wszystko z przymrużeniem oka, wieczne niepoważne, wiecznie popadające w długi i wiecznie obiecujące poprawę i spłatę zaległych, narosłych procentów. Gdy dowiaduje się o śmierci ojca, którego nie widział od kilku(nastu) lat liczy na spory spadek, który pozwoli na rozwiązanie wszystkich problemów. Gdy okazuje się, że rodzic całe trzy miliony dolarów przekazał tajemniczemu powiernikowi wpada w szał. Tym większy, gdy dowiaduje się, że powiernikiem jest Raymond Babbit (Dustin Hoffman), jego starszy brat o którym nawet nie miał pojęcia. Raymond Babbit, czyli mieszkaniec szpitala psychiatrycznego, który nawet nie ma pojęcia do czego te trzy miliony mogłyby mu posłużyć, mało tego, nie zdający sobie nawet sprawy z tego jaka to kupa forsy, jest wysokofunkcjonującym autystykiem. Bez problemu podaje liczbę wykałaczek wysypanych z pudełka, zapamiętuje wszystkie numery z książki telefonicznej po jednokrotnym przeczytaniu, a przy tym nie potrafi nawiązać jakiegokolwiek kontaktu z innym człowiekiem i jakiekolwiek odstępstwo od wyraźnie wyznaczonego harmonogramu dnia skutkuje wpadnięciem w szał. Nie da się ukryć, że Ray potrzebuje dwudziestoczterogodzinnej opieki, mimo tego, dla wywalczenia ogromnego spadku zdesperowany Charlie postanawia go porwać. I tu zaczyna się przygoda, która zmieni życie każdego z nich. Przygoda, która widza wciągnie i wbije w fotel. Przygoda, którą aż chciałoby się zakończyć happy endem, ale przecież nie wszystko zawsze idzie po naszej myśli. Nawet w filmach.

Ile razy myślę co mogłabym o tym filmie powiedzieć czy napisać tyle razy nasuwa mi się jedno jedyne słowo: genialny. Genialne aktorstwo, genialna fabuła, genialna sceneria, nawet muzyka jest tak genialnie dopasowana, że w pewnym momencie przestajemy zwracać na nią uwagę, gdy zaczyna stanowić jedność z obrazem. I naprawdę ciężko jest napisać coś więcej,  

Nasuwa mi się dość smutna refleksja, związana z tym, że nawet najlepsze efekty specjalne spotykane w większość współcześnie tworzonych filmów nie są w stanie dorównać absolutnie niezwykłemu talentowi jaki pokazała dwójka aktorów osadzonych w głównych rolach. Nie dziwię się ani jednej nominacji, ani jednej przyznanej Rain Manowi nagrodzie, a głównie dzięki Hoffmanowi, który ponoć aby przygotować się do roli spotkał się z kilkoma autystykami obserwując ich w codziennym życiu, poznając ich zwyczaje i reakcje, film umieszczam na szczycie mojej osobistej listy najlepszych.

Ocena: absolutne 6/6