Rzadko sięgam po kryminały, więc możliwe, że to, co mi się nie podobało, fanów gatunku zachwyci. Ale od początku…
Całość zaczyna się od zaginięcia Basi, młodej dziewczyny, która jak się wkrótce okazuje, prowadziła podwójne życie. Jej zniknięcie zgłasza matka, a sprawą zajmuje się tytułowy inspektor Kres, który zresztą bardzo szybko zaczyna się w to śledztwo angażować. Może nawet zbyt mocno.
Choć zaginięcie Basi, spina klamrą początek i koniec powieści, to nie jest jedyną opisywaną przez autorkę sprawą. I właściwie nie mogę się zdecydować czy to plus, czy minus. Z jednej strony kolejne wprowadzane przez Turzyniecką śledztwa urozmaicają fabułę, z drugiej odciągają uwagę czytelnika od głównego wątku. Z jednej są dosyć ciekawe i ukazują różną problematykę, z drugiej powodują uczucie niedosytu, bo zostały zaledwie lekko tknięte, a rozwiązanie każdej z nich następuje zbyt szybko i aż za prosto. Myślę, że to by się dobrze sprawdziło w przypadku serialu, przy powieści już niekoniecznie.

To, co mi się podobało, to ukazanie opisywanych wydarzeń z różnych punktów widzenia, które pozwala nam na poznanie perspektyw zarówno zaginionej dziewczyny, jej matki, inspektora, a nawet samego zabójcy. Co do tego ostatniego mam jednak pewne zastrzeżenia. Od pewnego momentu oczywiste stało się, kto zabił, byłam więc pewna, że autorka skupi się na motywach zabójstwa, na portrecie psychologicznym sprawcy, że w logiczny i przekonujący sposób przybliży nam jego pobudki. Przeliczyłam się trochę. Albo coś przegapiłam.
Postać inspektora Kresa niewątpliwie wzbudza sympatię. To taki słodki, poczciwy (pardon) misiu-pysiu, oddany swojej pracy, wyczulony na ludzkie cierpienie, angażujący się mocno w każde kolejne śledztwo, a jednak… co do niego też mam pewne wątpliwości. Naprawdę, mimo ogromnych chęci, nie jestem w stanie sobie wyobrazić policjanta, czy też w ogóle człowieka, który zostawia swoją ciężko chorą żonę, żeby ratować właściwie obcą osobę, gdzieś w innym kraju, płacąc za wszystko z własnej kieszeni, która skądinąd nie jest taka znów głęboka. Współczucie dla innych tak, ale dla jednej z najbliższych osób już nie? Niestety, nie przekonuje mnie to, tak jak nie przekonują mnie motywy, którymi się kierował.
Inspektor Kres i zaginiona to, moim zdaniem, książka bardzo nierówna. Pełna świetnych pomysłów, którym często brakuje odpowiedniego rozwiązania. Dobrze napisana, momentami nawet wciągająca, ale z nierównomiernie rozłożonym napięciem, co psuje całościowy efekt. Widać tu jednak duży potencjał autorki, więc nie pozostaje mi nic innego, jak trzymać kciuki za jej kolejne książki.
Agnieszka Turzyniecka, Inspektor Kres i zaginiona, Katowice, Szara Godzina 2013