Ilekroć zamknę oczy widzę ten jej diabelski uśmiech, te oczy pozbawione wyrazu, ten okrutny błysk, gdy komuś zada ból. I to mnie przeraża, ale jeszcze bardziej przeraża mnie zło, które nie zrodziło się tutaj…

Hannah od zawsze była trudnym dzieckiem. Wycofanym, nieokazującym emocji, stroniącym od wszelkich objawów czułości. To jednak jeszcze nic złego, prawda? Źle zaczęło się robić wtedy, gdy Rose odkryła jaką przyjemność sprawia jej córce robienie komuś krzywdy. Odcięcie głowy ukochanemu ptaszkowi mamy, celowe wbicie w jej oko łyżki, podszczypywanie młodszego brata, a wreszcie zepchnięcie go ze schodów. Rose i Dough zdecydowanie potrzebowali pomocy. I szukaliby jej pewnie, gdyby nie wyszły na jaw rzeczy, których sami się dopuścili. Gdyby zupełnie przypadkiem nie dowiedziała się o nich siedmioletnia Hannah. I gdyby w tym momencie nie zaczął się w jej dziecięcej jeszcze głowie tworzyć misterny plan zemsty… Podsłuchanie rozmowy, której nigdy nie miała słyszeć, stało się punktem zapalnym w tej całej historii.
Przyznaję, że dawno żadna książka mnie tak nie zaskoczyła. Złe dziecko zaczyna się naprawdę nieźle, po chwili natomiast akcja mocno zwalnia, a autorka skupia się na historii zaginięcia Luke’a. Historii, która początkowo w żaden sposób nie łączy się z opowieścią o Hannah. I tu moja czujność została uśpiona i chociaż miałam pewne podejrzenia co do połączenia tych dwóch osi czasowych, to w pewnym momencie poczułam znużenie, mając jednocześnie poczucie zaprzepaszczonego potencjału. To jednak, co nastąpiło pod koniec, jakie szczegóły wyszły na jaw i sposób w jaki obie historie zaczęły się zazębiać sprawiło, że dosłownie szczęka mi opadła, a po zakończonej lekturze siedziałam z szeroko otwartymi oczami, zadając sobie tylko jedno pytanie: co tu się zadziało?
Camilla Way napisała książkę, od której ostatecznie trudno się oderwać. To powieść, którą po przeczytaniu ostatniej strony ma się ochotę przeczytać jeszcze raz, żeby wyłapać mnogość szczegółów, które przeoczyło się przy pierwszej lekturze. Autorka zgrabnie myli tropy, akcja nabiera tempa w doskonałym momencie, a główna bohaterka… cóż, niejednokrotnie sprawiała, że czułam się mocno niekomfortowo. Choć ostatecznie w mojej głowie rozbrzmiewało wyłącznie jedno pytanie – czy faktycznie właśnie w tym niewinnym dziecku można się dopatrywać początków całego zła, które wydarzyło się później?
Camilla Way, Złe Dziecko, Kraków, Wydawnictwo Znak Jednym Słowem 2024
wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Znak Jednym Słowem