Przeciągałam czytanie tej książki do granic możliwości, ostatnie dziesięć stron rozciągnęłam dosłownie na dwa czy trzy wieczory, nie dlatego bynajmniej, że nie interesowało mnie jej zakończenie. Po prostu tak bardzo nie chciałam jej kończyć. Już dawno nie miałam do czynienia z taką książką, z taką historią, z bohaterami, do których przywiązałabym się tak bardzo, by nie potrafić się z nimi rozstać.


Co począć z tym szczęściem, które przychodzi do nas bez szczególnego powodu, szczęściem, które niczego nie potrzebuje, by istnieć?*
Irina Bazili nie miała łatwego życia. Dzieciństwo naznaczone tragedią, chęć odcięcia się od trudnej przeszłości, strach przed tym, że ktoś z najbliższego otoczenia odkryje kim tak naprawdę jest, sprawiają, że dziewczyna nie chce się angażować w żadne bliższe relacje z nikim. Uciekając przed bolesnymi wspomnieniami trafia do Lark House, domu seniora, gdzie poznaje bogatą i nieco ekscentryczną Almę Belasco, której przeszłość też kryje niejedną tajemnicę. Wspólnie z Sethem, wnukiem Almy, Irina postanawia kilka z nich odkryć, choć nie będzie to łatwe zadanie…
Wszyscy żyjemy z demonami ukrytymi w mrocznych zakątkach duszy, ale jeśli wyciągniemy je na światło dzienne, demony stają się mniejsze, słabną, milkną, a w końcu zostawiają nas w spokoju**.
Wiele tematów zostało tu poruszonych, wiele ważnych tematów, od starości i umierania, pożegnania z najbliższymi, walki z demonami przeszłości, przez obozy koncentracyjne w Polsce i japońskie obozy jenieckie, aż do homoseksualizmu czy pedofilii i piętna, jakie ona pozostawia. Wszystko to przyciąga, interesuje, skłania do krótkiego przystanięcia i refleksji, ale nie czarujmy się, mimo wagi tych tematów, wszystkie one nikną w obliczu tego najważniejszego, wysuwającego się zdecydowanie naprzód uczucia pomiędzy Almą a Ichimeim.
[…] śmierć nie jest przeszkodą nie do pokonania w komunikacji między tymi, którzy naprawdę się kochają***.
Gdyby mnie jednak ktoś zapytał czy chciałabym coś takiego przeżyć, w pierwszym momencie naprawdę nie wiedziałabym, co mam mu odpowiedzieć. Bo to związek, na który patrzy się z podziwem, ale bez zazdrości. To historia, która wzrusza do granic. Miłość oparta na namiętności, która jednak najprawdopodobniej nie przetrwałaby w zderzeniu z codziennością, co w pewnym momencie stwierdza sama Alma. Bo z codziennością wygrać może to, co jest oparte nie na fizycznym przyciąganiu, ale na zaufaniu, przyjaźni, braterstwie dusz. Choć w przypadku bohaterki tej książki, jej związki, bez względu na ich fundamenty, okazały się zupełnie inne niż by się na pierwszy rzut oka wydawało…
Bywają przemilczenia i kłamstwa, które są konieczne, tak jak bywają prawdy, które lepiej zachować dla siebie****.
Co tu dużo mówić, Isabel Allende skradła moje serce, zawładnęła myślami, sprawiła, że jej bohaterowie na długo jeszcze pozostaną w mojej pamięci. Z całego serca polecam!
Isabel Allende, Japoński kochanek, Warszawa, Wydawnictwo MUZA SA 2016
*s. 305
**s. 196
***s. 277
****s. 298