Myszoodporna kuchnia to książka niezwykła. Nie wiem czy powinnam ją czytać w momencie gdy akurat sama oczekuję dziecka, ale bohaterzy tak mocno wciągnęli mnie w swoje życie, że mimo wszelkich lęków pojawiających się w trakcie lektury w mojej głowie, mimo wszelkich niechcianych obrazów pojawiających się przed moimi oczami, nie potrafiłam jej odłożyć.

Anna i Tobias mieli określony plan na życie. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Najpierw cudowne dziecko, potem przeprowadzka do Francji, gdzie ona miała założyć wymarzoną restaurację a on rozwijać karierę kompozytora. Życie jednak lubi się z nami czasem trochę pobawić, prawda? Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość. A tym razem Bóg okazał się naprawdę bezlitosny.
Jeżeli człowiek czegoś pragnie, musi to zaplanować. […] Zanim zaczęliśmy się starać o dziecko, zaplanowałam wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Wiem, że: nasza córka będzie miała na imię Freja […]. Będzie miała szerokie ramiona i piękne, długie nogi jak on oraz proste jasnobrązowe włosy i duże, poważne oczy jak moje. Po nim odziedziczy radość życia, a po mnie – zmysł organizacyjny. A gdy już wyjdziemy z tego szpitala, natychmiast wszystko sprzedamy i przeniesiemy się na południe Francji.
Leżę w morfinowym otępieniu i nie przejmuję się tym, że lekarze zabierają ode mnie Tobiasa i naszą córkę. Wszystko mam zaplanowane. Wszystko będzie dobrze. Na południu Francji będzie nam świeciło słońce. Ludzie będą życzliwi. Nasza córka wyrośnie na mądrą, dwujęzyczną dziewczynę. Nigdy nie tknie jej żaden pedofil. Nie będzie marzyła o najnowszych butach Nike. Nie będzie jadła śmieciowego jedzenia*.
Najpierw upośledzone dziecko, z którym ciężko nawiązać jakikolwiek kontakt. Bez nadziei na jakąkolwiek poprawę. Bez wiary w lepszą przyszłość. Bez niepotrzebnych złudzeń. Po prostu okrutna diagnoza: każdy dzień będzie jedną wielką walką, cała przyszłość jawi się ponuro. Nie ma wątpliwości, że nigdy nie będzie trzymała moczu, nigdy nie nauczy się mówić, nigdy nie będzie swobodnie się poruszać. Spędzi życie leżąc na plecach, karmiona, ubierana, kąpana, faszerowana lekami – będzie coraz większa i coraz cięższa, ale nie lepiej rozwinięta niż teraz**. Potem wcale nie robi się weselej, to już prosty zjazd po równi pochyłej… Wymarzona przeprowadzka też okazuje się do kitu. Raz, że to nie ta część Francji, dwa, że nowy dom to raczej nienadająca się do niczego rudera, która mimo wszelkich starań wciąż ma więcej wad niż zalet. Czy muszę dodawać coś o pięknie rozwijającej się karierze? Przy dziecku wymagającym ciągłej uwagi i kuchni demolowanej przez szczury? Bez żartów.
Nie jest tak, że upajamy się każdą kolejną złą wiadomością, po prostu przestały one robić na nas wrażenie. Jak gdyby jakaś cząstka nas, najgłębsza i najbardziej pierwotna, zainteresowana jedynie przetrwaniem, podpowiadała: „To dziecko i tak ma przesrane. Niech będzie jak najbardziej upośledzone, wtedy nikt nie będzie miał do nas pretensji, że postawiliśmy na nim krzyżyk”***.
Właściwie nie dzieje się tu nic wyjątkowego, to opis zwykłego-niezwykłego życia, zwykłej-niezwykłej codzienności, w której jakoś trzeba się odnaleźć. Nie ma żadnej zagadki, nie ma tajemnicy na rozwiązanie której można by czekać w napięciu, a jednak każdą kartkę przewracałam z nieustającym zainteresowaniem, z ogromną uwagą, wspólnie z bohaterami przeżywając ich wzloty i upadki, utożsamiając się poniekąd z Anną, chłonąc to ich zwyczajne życie jakby było ważniejsze niż moje własne. Shah zesłała na swoich bohaterów, a może zwłaszcza na bohaterkę, więcej nieszczęścia niż większość z nas byłaby w stanie znieść, ale nie pozbawiła ich przy tym pogody ducha, ogromnego dystansu, wytrwałości, a nawet odrobiny humoru, co prawda przez większość czasu raczej czarnego niż dobrego, ale mimo wszystko… To sprawia, że patrzymy na nich z nieustającym podziwem i zaciskamy kciuki coraz mocniej i mocniej, by mimo wszelkich przeciwieństw dali radę.
Miłość to grunt pozwalający zapuścić korzenie. Dzięki niej nie przewraca nas byle podmuch****.
Myszoodporna kuchnia to książka o wielkiej, przeogromnej miłości matki do dziecka, która pojawia się znikąd, zupełnie wbrew woli, która sprawia, że jesteśmy w stanie przewartościować całe swoje życie, dokonać zupełnej rewolucji, poświęcić wszystko, o czym dotąd skrycie lub otwarcie marzyliśmy. Bez względu na to jak bardzo to dziecko odbiega od naszych marzeń i wyobrażeń.
Gdzie jest granica miłości? Skoro kocham Freję, gdy ma otwarte oczy i patrzy na mnie, to czy mogę przestać, kiedy nieprzytomnie przewraca białkami? Jeżeli kocham ją, gdy ma zamknięte usta, to czy mogę przestać, kiedy zaczyna toczyć ślinę? Czy miłość jest jak minerał z wolna wypłukiwany przez kolejne pojawiające się problemy i ułomności?*****
Życie nie zawsze układa się według tych naszych wyobrażeń. Możemy, tak jak bohaterowie Shah, mieć na nie plan dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, możemy trwać w przekonaniu, że jeśli bardzo tego chcemy i dopniemy wszystko na ostatni guzik, to ułoży się po naszej myśli. Prawda jest jednak taka, że jeśli okrutny los zechce z nas zadrwić to zrobi to, bez względu na to czy uwzględniliśmy te drwiny na naszej liście czy też z nadzieją je ominęliśmy.
Saira Shah, Myszoodporna kuchnia, Warszawa, Drzewo Babel 2016
*s. 11
**s. 222
***s. 31
****s. 256
*****s. 302