Ma dziwne imię, pusty portfel, a jej były facet dosłownie uciekł sprzed ołtarza, czemu w gruncie rzeczy trudno się dziwić. W dodatku namówiona przez matkę decyduje się na prawdziwe wakacje, które w teorii pozwolą wreszcie dokończyć przynoszącą w przyszłości (i marzeniach) ogromne zyski książkę, w praktyce zaś okazują się trzema miesiącami spędzonymi na totalnym zadupiu. Poznajcie Reginaldę Kozłowską, istny huragan, chodzący kataklizm, drobną kobietkę rozwalającą ściany kilofem, taplającą się w szambie, kradnącą jogurty, podejrzaną o morderstwo (i to właściwie nie jedno), a w dodatku przyciągającą każde możliwe nieszczęście. Oczywiście zupełnie niechcący.

SzczesliwyPech

Szczęśliwy pech to szalone zbiegi okoliczności, przeradzające się w prawdziwe kataklizmy, wyjątkowa bohaterka, która przyciąga wszystkie możliwe nieszczęścia, tajemnica starego skarbu i odrobina romansu. Żadna to wielka literatura, zresztą bez ambicji do bycia taką, raczej czytadełko na jeden, dwa wieczory, o którego treści zapomnimy bardzo szybko. A choć główna bohaterka niejednokrotnie będzie nas drażnić, to jednak w ramach odprężenia po ciężkim dniu Szczęśliwy pech sprawdzi się doskonale.

Iwona Banach, Szczęśliwy pech, Warszawa, Nasza Księgarnia 2013