Serio nie sądziłam, że mnie to w jakiś sposób ruszy. Przyznam, że z pewną pobłażliwością patrzyłam na rozprzestrzeniające się z zawrotną prędkością kolorowanki dla dorosłych, nie wierząc ani trochę ani w ich antystresową moc, ani w wyzwalanie w człowieku kreatywności. Ale ponieważ jako dziecko kolorować uwielbiałam i gdzieś tam ta sympatia nadal we mnie mimo upływu lat tkwi, postanowiłam też spróbować się pobawić. Zaczęło się od wydrukowanych naprędce kilku obrazków i dwunastu kredek, które zostały mi z czasów kiedy jeszcze dzieckiem byłam. Potem w moje łapki trafił Zaczarowany las, w krótkim czasie okazało się, że M. świetnie sprawdza się jako towarzysz zabaw, wkręcając się chyba jeszcze bardziej niż ja, ale niestety głównym zdaniem rozlegającym się w naszym pokoju zaczęło być mam za mało kolorów! Cóż było robić? Wydrapałam zaskórniaki, klnąc na ceny kredek i zastanawiając się na czym świat stoi, że to takie drogie, odczekałam chwilę i… cóż, uwierzcie, że ponad pięćdziesiąt kredek to jednak dalej za mało kolorów, ale że mamy póki co szereg innych wydatków to trzeba się nimi jakoś zadowolić.

Zaczarowany las to prawie sto stron kolorowanek naprawdę przeróżnych, poczynając od tych łatwych, takich jak zbiór piórek czy kasztanów, aż do totalnie trudnych, w których części elementów na pierwszy rzut oka nawet nie da się dopatrzeć i dopiero w trakcie kolorowania dostrzega się jak naprawdę jest ich mnóstwo. Myślę, że całość zadowoli zarówno tych mniej, jak i tych bardziej wymagających.
Johanna Basford zachęca nie tylko do kolorowania poszczególnych wzorów, ale także do dorysowywania własnych elementów oraz do poszukiwania na kolejnych stronach przeróżnych zwierzątek, czasem widocznych na pierwszy rzut oka, czasem skrupulatnie ukrytych. Te poszukiwania większości dorosłych pewnie nie ruszą, natomiast dla młodszych odbiorców mogą okazać się doskonałą zabawą. To jednak, co mi się mocno nie podobało, to strony, które generalnie dość ciężko jest rozłożyć, przez co okropnie trudne staje się kolorowanie na ich łączeniu.
Wzorów jest mnóstwo, szczegółów, szczególików jeszcze więcej, więc z całą pewnością Zaczarowany las stanowi zbiór kolorowanek, przy których spędzić można długie godziny, zapominając przy tym, że taki chociażby obiad sam się jednak nie zrobi.
Tak, wzięło mnie. Nie, nie zostanę wielką fanką i nie, miłości z tego nie będzie, ale przyznaję, że kolorowanie to świetna zabawa i faktycznie w jakiś sposób działa odstresowująco, bo kolorując człowiek skupia myśli właściwie tylko na tym, żeby fajnie dobrać kolory, nie wyjechać za tę cholerną linię i osiągnąć w końcu jakiś zadowalający efekt. I wiecie, nawet nie czuję wyrzutów sumienia, że w tym czasie mogłabym coś poczytać albo zrobić inną, zdecydowanie bardziej produktywną rzecz. Po prostu jest fun i tyle.