Ciotka Peg była dla siedemnastoletniej Ginny jedną z najważniejszych, o ile nie najważniejszą osobą w życiu. Trudno pogodzić się z odejściem kogoś, kto tyle dla nas znaczył, ale Peg pomyślała i o tym, zostawiając siostrzenicy tytułowe 13 małych błękitnych kopert, które pozwolą dziewczynie nie tylko przetrwać okres żałoby, ale odwiedzić miejsca, w których ciotka bywała i poznać ludzi, którzy odegrali znaczącą rolę w jej życiu. Wyposażona w tajemnicze wiadomości, 1000 dolarów znalezione w pierwszej kopercie i bilet lotniczy do Londynu, Ginny wyrusza w podróż, która pozwoli jej odkryć kim naprawdę jest…

Sama koncepcja kolejnych listów, czytanych po sobie dopiero po wykonaniu zadania z poprzedniego, jest naprawdę świetna i mogłaby dać podstawę do absorbującej fabuły, sprawić, że czytelnik będzie z niecierpliwością śledził kolejne strony, nie mogąc się wraz z bohaterką doczekać otwarcia kolejnych kopert. W przypadku 13 błękitnych kopert zajmująco niestety nie jest, bo o ile pomysł był dobry, to gdzieś w połowie okazuje się, że na samym pomyśle daleko się nie zajedzie i kolejne zadania w pewnym momencie przestają tracić sens kolejno dla czytelnika, bohaterki, a w końcu, mam wrażenie, i dla samej autorki.
Brakuje w powieści Maureen Johnson jakiegoś ciągu przyczynowo-skutkowego. Każde zadanie, każdy list mógłby w zasadzie żyć własnym życiem, bo w większości przypadków ani kolejne nie wynikają z poprzedniego, ani są od siebie zależne. Jeździ więc biedna Ginny po Europie, właściwie bez większego sensu, wszędzie robiąc mniej więcej to samo, poznając ludzi, z którymi czasami zamienia jakieś dwa zdania, a czasem więcej, ale to też właściwie do niczego nie prowadzi, bo gdyby wyciąć kilka spotkań po drodze, to nie wiem czy cokolwiek by to zmieniło. I może zrobiłoby się trochę ciekawiej, gdyby postawić na te podróże właśnie, przybliżyć charakterystyczne miejsca, ale i pod tym względem powieść wypada raczej marnie.
Miałam wielkie nadzieje związane z tym tytułem, liczyłam na fascynującą literacką podróż i niestety się przeliczyłam. Choć powieść Johnson należy do tych, które czyta się łatwo, szybko i powiedzmy, że przyjemnie, to niestety nie jest niczym więcej niż niewiele wnoszącym do życia czytadłem dla nastolatek.
Maureen Johnson, 13 małych błękitnych kopert, Warszawa, Wydawnictwo Egmont 2007