Nie sięgnęłabym po tę książkę, gdyby nie to, że sama wpadła mi w ręce, na drodze pomiędzy dwoma kobietami. Jasne, mogłabym od razu ją oddać, przekazać tej, do której od początku miała trafić, ale przecież nie byłabym sobą, gdybym z czystej, ludzkiej ciekawości, chociaż nie zajrzała do środka, nie przeczytała pierwszego zdania, wstępu. A potem jednego rozdziału, drugiego, trzeciego… Sama nie wiem kiedy wylądowałam na ostatniej stronie, bo okazało się, że Kalendarzyk niemałżeński czyta się nie tylko w błyskawicznym tempie, ale i z ogromną przyjemnością.

Młynarska i Wellman poruszają mnóstwo najróżniejszych tematów, mam wrażenie, że byle co było w stanie zainspirować je do podjęcia dyskusji. I tak część książki poświęcona została rzeczom zupełnie błahym, mało istotnym, takiemu paplaniu dla samego paplania. Coś tam o czekoladzie, coś o bałaganie w torebce, o wizytach u wróżek, własnym wieku czy swoim ciele, o ulubionych kosmetykach, książkach czy filmach, trochę wymiany przepisów kulinarnych… niby nic, nie? A jednak czyta się to świetnie, mając wrażenie, że siedzimy na miłych babskich plotkach w gronie najbliższych znajomych.
Równie dobrze czyta się rozdziały poświęcone tematom istotniejszym, jak gwałty, aborcja, uzależnienia i współuzależnienia, okrucieństwo kobiet w stosunku do innych kobiet. Wellman i Młynarska wiele piszą o zdradach, rozwodach, samotności – tej przyjemnej, jak i tej mniej przyjemnej, o strachu przed starością i starości w ogóle, o trudnościach pojawiających się przy wychowywaniu dzieci. Mam wrażenie, że w Kalendarzyku Niemałżeńskim każda kobieta jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Mało tego, mam wrażenie, że znalazło się tu wszystko, co mogłoby kobiety zainteresować.
Paulina Młynarska, Dorota Wellman, Kalendarzyk niemałżeński, Kraków 2013