Historie, które napisało życie okazały się dla mnie ogromnym rozczarowaniem.
To zbiór dziewiętnastu opowiadań, ale mam wrażenie, że nie ma tu żadnego motywu przewodniego, nic co by łączyło poszczególne utwory. Dla mnie każdy był z zupełnie innej beczki, choć może miały opowiadać o… nie no, nie wiem o czym miały opowiadać. O miłości? O znaczeniu zwierząt? O przywiązaniu do nich? O… O czymkolwiek miałyby opowiadać, to coś najwidoczniej nie zaskoczyło. Niestety. Ta książka to dla mnie takie pisanie dla samego pisania. Migawki, które nie tworzą żadnego spójnego obrazu. Opowiadania, z których nic nie wynika. Kończące się jakby w połowie. Bez żadnej sensownej puenty. I choć do każdego kolejnego podchodziłam z ogromną nadzieją, bo każde w zasadzie rozpoczynało się całkiem nieźle i zapowiadało coś dobrego, tak większość zakończeń kwitowałam mało rozgarniętym eeee, heeee? lub i co, to już wszystko?

Fakt faktem, że całość czyta się nadzwyczaj szybko i łatwo (ale czy przyjemnie?), bo też autorka posługuje się prostym językiem (może nawet zbyt prostym?), a i sama treść zbyt skomplikowana nie jest. Owszem, to miały być historie z życia wzięte, ale aż tak banalnych tekstów się nie spodziewałam.
Może fanom Sumińskiej się spodoba. Może ktoś doszuka się tu drugiego dna czy ukrytych znaczeń. Może ktoś wypatrzy jakieś przesłanie, które ja przypadkiem przeoczyłam. A może po prostu uzna, że to ciepła książeczka na jesienny wieczór i nawet, jeśli przy czytaniu ostatniego opowiadania, nie będzie zupełnie pamiętał treści pierwszego, to stwierdzi, że naprawdę nic więcej mu nie potrzeba. Ok. Ja uważam, że nawet z książki czytanej dla czystej rozrywki dobrze by było wynieść coś dla siebie. Ja nie wyniosłam. I niestety pozostanę przy zdaniu, że opowiadania nie należą do najmocniejszych stron Sumińskiej. I obiecuję, że więcej już po nie nie sięgnę.
Dorota Sumińska, Historie, które napisało życie, Kraków, Wydawnictwo Literackie 2013.