Początek był po prostu straszny. Nie mogłam złapać rytmu tej dziwnej narracji, gubiłam się w niej okropnie, denerwował mnie sposób w jaki została poprowadzona. Doszłam już prawie do wniosku, że chyba nie przebrnę przez całość i już, już miałam książkę porzucić, ale podpytałam to tu, to tam, poczytałam trochę recenzji i doszłam do wniosku, że dojdę do tej magicznej setnej strony, co by mieć czyste sumienie, że naprawdę próbowałam…
Aż tu nagle pyk, jajo zostało zapłodnione, styl jakby też trochę się poprawił (a może to ja w końcu załapałam ten rytm?), krysiowe Ja odrobinę się uciszyło (choć za każdym razem, próbując się wtrącić bełkotało mi straszliwie), historia Krysi wysunęła się na plan pierwszy, spychając Ja, jak i w życiu, gdzieś w cień i jak mnie wciągnęło, tak już nie puściło aż do ostatniej strony. Albo może do kilku przedostatnich, bo później znów Ja zaczęło niemożliwie trajkotać.

Cała powieść skupiona jest wokół życia Krystyny, od momentu jej poczęcia właściwie. Dokładnie przyglądamy się jej losom w roli córki, matki, żony, rozwódki, babci. Teoretycznie w każdej z tych ról ma nieograniczone możliwości wyboru swej drogi życiowej. Teoretycznie nigdy jej tych możliwości nie brakuje. Teoretycznie może dokonać czego tylko sobie zapragnie. Teoretycznie, bo w praktyce…
Są jeszcze Oni. Tajemniczy Oni, którym podporządkowujemy swoje życie, których się słuchamy, według rad, których postępujemy i na których nadzwyczaj prosto jest nam zrzucić winę, gdy coś pójdzie nie po naszej myśli. Oni. Może i są, może i często winni, ale nie Oni przeżywają nasze życie, o czym tak często zapominamy, bo tak jest nam zwyczajnie łatwiej.
W którymś momencie zaczęło kiełkować we mnie pytanie nie tylko o to kim jesteśmy, ale czy kiedykolwiek jesteśmy sobą. Nie tym, kim nas widzą czy chcą widzieć inni, ale po prostu sobą. Czy kiedykolwiek jesteśmy szczęśliwi tylko dlatego, że to my tego chcemy i czy kiedykolwiek robimy to, czego naprawdę chcemy. Nie to, czego oczekują od nas rodzice, szefowie, nauczyciele, przyjaciele, małżonkowie. Kwiatkowska znów zostawiła mnie z mętlikiem w głowie, z ogromem pytań i ani jedną odpowiedzią.
Wiele niezwykle trafnych spostrzeżeń dotyczących naszego życia przemyca autorka w swej najnowszej powieści. Wali nimi prosto między oczy. To wszystko napisane jest z humorem, może nawet lekką kpiną, jak zapowiada już sam tytuł: pół żartem, pół serio. Kwiatkowska jest doskonałą obserwatorką życia i ludzi, przy czym niektóre z jej spostrzeżeń są tak absurdalne, że mogłyby nawet śmieszyć. Nie śmieszą jednak, bo prędzej czy później uświadamiamy sobie, że wszystko, co znajdziemy w tej książce jest najprawdziwszą prawdą. I zostajemy tak, z uśmiechem zastygniętym na ustach, przeglądając się w Ja i Oni jak w lustrze, które miałoby się ochotę zbić.
Jolanta Kwiatkowska, Ja i Oni. Pół żartem, pół serio, Warszawa, Wydawnictwo MWK 2013.