Do pewnego momentu broniłam się przed tą książką nogami i rękami, ale w końcu i na mnie podziałała szeroko zakrojona promocja i szał związany z premierą ekranizacji. Sięgnęłam więc koniec końców po audiobooka i… przepadłam. Całkowicie i nieodwracalnie. Bez żadnych protestów dołączam do hordy osób zachwyconych Igrzyskami śmierci, biorę się jak najszybciej za słuchanie drugiej części i już nie mogę się doczekać momentu, gdy będę mogła obejrzeć film. 

Przenosimy się do (nie)dalekiej przyszłości, do państwa Panem, położonego na zgliszczach USA. Jego centrum znajduje się w Kapitolu, który otoczony jest dwunastoma już zaledwie dystryktami. Zaledwie, bo kiedyś dystryktów było trzynaście, ale ten trzynasty został usunięty po upadku powstania, a dodatkowo na pamiątkę tego wydarzenia co roku organizowane są igrzyska głodowe, podczas których z każdego dystryktu wybiera się chłopca i dziewczynę pomiędzy 12 i 18 rokiem życia, a potem wrzuca się ich do lasu, żeby się nawzajem powybijali. Wszak wrócić do domu może tylko jedna osoba. 

Przerażające jest to, że ludzie potrafią (naprawdę potrafią, myślę, że nie tylko w Panem, myślę, że i teraz, i tutaj potrafiliby) patrzeć na taką walkę na życie i śmierć toczoną pomiędzy dziećmi, że potrafią pozostawić je na pastwę losu, a sami wygodnie zasiąść przed telewizorem i obserwować ich zmagania, ciesząc się, gdy faworyt, na którego stawiają, wychodzi na prowadzenie. Ludzie potrafią patrzeć na śmierć dziecka i traktować to jak jakieś zwyczajne show, grę, która musi toczyć się dalej. To przerażające, że można wrzucić garstkę nieznających się dzieciaków na arenę i pozwolić, żeby się nawzajem powybijały. Ja wiem, że to powieść, w dodatku z kręgu fantastyki, że to są wymysły autorki, ale wiecie… tak sobie myślałam podczas słuchania, że gdyby teraz w tej chwili w telewizji pojawił się tego typu program to biłby on rekordy popularności. Przykra myśl, to prawda. 

Cała narracja poprowadzona jest z punktu widzenia mieszkanki dwunastego dystryktu Katniss. Z jej ust poznajemy historię Panem, dowiadujemy się o tym co zaszło 74 lata temu. Ale też mamy okazję dowiedzieć się o jej życiu, jak to się stało, że wraz ze swoim przyjacielem Galem, zaczęła polować, o tym, jak ciężko było jej momentami utrzymać młodszą siostrę i matkę przy życiu. I wreszcie, przyjmujemy jej punkt widzenia a propos tego co się dzieje na arenie. A dzieje się dużo. Poznajemy jej myśli, jej odczucia, jej lęki obawy, strach. I to nie tylko o siebie o dziwo. Bo mimo tego, co zmuszeni są zrobić, Katniss za wszelką cenę stara się zachować w sobie resztki człowieczeństwa. Bierze pod opiekę najmłodszą z uczestniczek Rue, nieustannie przypominającą jej młodszą siostrę. Stara się jak może, by pomóc przetrwać Peecie, chłopakowi z tego samego dystryktu. Ja się autentycznie wczułam w to, co działo się na arenie. I choć koniec jest w miarę przewidywalny, no wystarczy spojrzeć na to, że postały dwie kolejne części, więc chcąc nie chcąc główna bohaterka przeżyć musiała, to jednak cały bieg wydarzeń, te wszystkie zwroty akcji (a Collins ich zdecydowanie nie szczędzi), naprawdę mnie wciągnęły.

Bo właśnie… co by złego o tej książce nie powiedzieć, ma ona jedną ogromną zaletę, która przyćmiewa jakiekolwiek wady. Wciąga i wywołuje emocje, tak po prostu. Nie wiem ile w tym zasługi lektorki, ale był pewien moment, nie chcę zdradzać który konkretnie, kiedy zaczęłam po prostu płakać. To było w dodatku podczas mojej podróży do Warszawy, autobus pełen ludzi, a ja siedzę ze słuchawkami w uszach i ryczę w najlepsze, wyobraźcie to sobie… Ale nic to, odwróciłam się sprytnie w stronę okna, mając nadzieję, że może nikt nie zauważy.

No i tu należy oddać pokłony Annie Dereszowskiej. Początkowo ciężko mi się było do jej głosu przyzwyczaić, ale to chyba za każdym razem tak jest, że gdy kończę słuchać jedną książkę, to trudno mi się przestawić na głos innego lektora. W każdym razie Dereszowska wkłada w czytanie tyle emocji, że słuchając jej byłam w stanie to wszystko odczuwać. Strach, drżenie kolan, wzruszenie, rosnącą gulę w gardle… Nie sądziłam, naprawdę, że da się zagrać tylko i wyłącznie samym głosem. Dereszowskiej się to udało. 

Audiobook można pobrać tutaj.

Suzanne Collins, Igrzyska śmieci, Poznań, Media Rodzina 2009.

czyta: Anna Dereszowska