4 kwietnia. Głowa bolała mnie od samego rana. Z minuty na minutę coraz bardziej, aż w końcu doprowadziło to do wrażenia, że w końcu pęknie i rozsypie się na tysiąc malusieńkich kawałeczków. Od pierwszego wykładu marzyłam o tym, żeby wrócić do domu, nafaszerować tabletkami przeciwbólowymi i iść spać. Ale, ale… to przecież 4 kwietnia, a 4 kwietnia we Wrocławiu odbyło się spotkanie z Jackiem Hugo-Baderem. I uwierzcie, mimo bólów wszelakich, warto było na nie iść. Dziennikarz okazał się bowiem człowiekiem niezwykle sympatycznym, pełnym pozytywnej energii, a opowiadał tak, że chciało się go słuchać i słuchać, godzinami.
[źródło]
Przez prawie dwie godziny znany reporter opowiadał nam o bohaterach swoich książek, o ich wiarygodności, której stara się nie podważać, bo jak sam stwierdził, jeśli mu ktoś sprzedaje wspaniałą historię, to co on będzie się czepiał? Zresztą, jeśli komuś (a już zwłaszcza kolegom-dziennikarzom z działu zagranicznego) wydaje się, że coś jest niemożliwe, że pewne historie z całą pewnością nie mogły się wydarzyć to cóż, odpowiedź jest tylko jedna… Jak się k*rwa całe życie siedzi za biurkiem to wszystko się wydaje niemożliwe!*
Mówił też o pracy reportera i o tym, jakie to czasem jest trudne, raz, że się człowiek musi najpierw sam nagadać, czasem nawet kilka godzin bez przerwy, żeby i jego rozmówca się przed nim otworzył. A dwa, że jak się już ktoś przed nim otworzy to czasem to o czym mówi, boli tak bardzo, że trzeba się trochę znieczulić. Czym? Ano wódką! I okazuje się, że to wcale nie jest takie śmieszne, bo wyobraźcie sobie, co się dzieje, gdy na przykład w ciągu jednego dnia ma się aż dwóch rozmówców! Gdy Jacek Hugo-Bader po powrocie z Rosji, pod koniec pisania Dzienników kołymskich, zrobił sobie mały rachunek sumienia, okazało się, że nie było właściwie ani jednego dnia, kiedy nie chodziłby… całkowicie zakręcony ;).
Dowiedzieliśmy się również o dwóch rzeczach, o których Hugo-Bader bardzo chciałby w końcu napisać, ale zupełnie nie wie jak się do tego zabrać, bo rosyjska milicja i rosyjska wódka są tematami tak rozległymi, że bez konkretnego planu nie da rady o nich pisać.
Żegnając się z nami autor zapewnił zaś o tym, że zamierza siedzieć w bibliotece tak długo, aż nie podpisze ostatniej książki. Dla każdego miał chwilę czasu, każdemu z nas podał rękę, a mnie udało się podsłuchać, że kolejna jego książka poświęcona będzie reportażom z… Polski.
*Cytat przywołany z czeluści własnej pamięci, notatek nie robiłam, zbyt byłam zasłuchana.