Strasznie się rozleniwiłam ostatnio. Mam wrażenie, że w tym semestrze więcej mam okienek niż zajęć. Wkurza mnie, że w czwartek i piątek muszę jeździć na zaledwie półtorej godziny zajęć, jakby mi ich nie mogli wcisnąć w poniedziałkowe lub środowe trzygodzinne okienko. Mam wrażenie, że nic się ostatnio nie dzieje, w perspektywie tylko jedno koło zaliczeniowe, cała reszta opiera się na ocenach z prezentacji. Powinnam zacząć myśleć nad egzaminem licencjackim, może chociaż odkopać jakieś stare notatki, o ile jeszcze gdzieś je znajdę. Może zacząć się rozglądać za tymi książkami, które czysto teoretycznie powinnam już dawno znać. Powinnam zacząć myśleć nad tym co zrobić ze sobą dalej, a im bardziej myślę, tym bardziej nie wiem. Liczę na to, że może pewnego dnia mnie olśni. Wstanę totalnie pewna tego, co chcę robić.
Coraz intensywnej odczuwam wiosnę. To cieszy, ale może też ona trochę winna jest mojemu rozleniwieniu. Wiecie, wiosenne przesilenie się odzywa, czy jak to się tam zwie. W każdym razie, widziałam wczoraj pierwszego, przerażającego komara. Nie cierpię tych stworzeń jak nie wiem co, bo choćbym się wypsikała czymś od stóp do głów, i tak zawsze mają ochotę mnie zeżreć. Zastanawia mnie jak to jest, że siedzimy, dajmy na to, w pięć osób, a te małe paskudy wiecznie czepiają się mnie…
Spotkała mnie wczoraj niesamowicie miła rzecz. Otóż, przybyła do mnie śliczna zakładka od Kalio. Moja kolekcja haftowanych zakładek mile się zatem powiększa. Co cieszy niesamowicie, bo przynajmniej mogę się na nie patrzeć i zachwycać, wiedząc doskonale, że nie mam na tyle cierpliwości, żeby sama za coś takiego się wziąć.
No, ale zakładka to jedno, bo dostałam jeszcze list. I to jaki! Prawdziwy, na zwykłej kartce, pisany ręcznie, ale już pomijając formę, treść przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Nie będę Wam jej zdradzać, bo to moje i tylko moje (no ok, pokazałam M., bo nie mogłam wytrzymać i musiałam się pochwalić), ale niech wystarczy, że napiszę, że autentycznie się wzruszyłam. Nie popłakałam, co to to nie, ale łezki mi w oczach stanęły i coś czuję, że będę go sobie czytać, jak mnie najdzie zły humor. Joasiu, jeszcze raz tutaj, dziękuję Ci z całego serca! :*
Jak spędzacie weekend? Oglądacie coś? Czytacie? A może zwyczajnie spacerując, korzystacie z tej pięknej pogody?