Spotykają się przy barze, spędzają ze sobą trzy godziny, wieczór, noc. Nad ranem ona znika, według wcześniej obmyślonego planu. 

Zuzanna to młoda kobieta pogrążona w samotności po śmierci ukochanego męża. Kilka razy w roku pozwala sobie jednak na niezobowiązujące noce spędzone z mężczyznami wybranymi na chybił trafił, ot, po to tylko by zaspokoić własne pragnienia. Paweł okazuje się dla niej kimś więcej… 

Właśnie, Paweł. Młody mężczyzna, z zawodu informatyk, również zmagający się z samotnością, również ciągnący za sobą widmo przeszłości. Zafascynowany numerologią i tracący głowę dla Zuzanny.

Niestety, już tu nastąpił pierwszy zgrzyt. Ten dziwny plan Zuzanny, w którym, mimo tego, że coś tam zaiskrzyło, postanawia wytrwać do końca i uciec nad ranem jakby nie istniała, jakby nic się nie stało. Postanowiłam jednak przymknąć oko, skupić się na emocjach bohaterów, na ich wątpliwościach, na tym, co mam wrażenie, jest w tej książce najważniejsze. 

Wszystko w najnowszej powieści Fox toczy się niespiesznie, powoli, o jakiejkolwiek akcji możemy właściwie zapomnieć już na samym początku. Ja tłumaczyć to sobie zaczęłam tak, że Zuzanna nie istnieje nie jest książką do gonienia za sensacją, ale taką do rozsmakowywania się w języku, bardzo poetyckim zresztą…

I o ile na początku zachłysnęłam się tą zmysłowością, poetyckością i niespieszną akcją, o tyle w końcu zaczęło mnie to nudzić i nim się spostrzegłam zaczęłam nad książka po prostu ziewać, wiedząc doskonale jakie zakończenie zaserwuje nam autorka. Ze strony na stronę obydwoje bohaterowie coraz bardziej mnie drażnili. Zarówno Paweł, jak i Zuzanna są tacy bezbarwni, tacy jednowymiarowi. Obydwoje samotni, obydwoje po bolesnych przejściach i obydwoje obrzydliwie wręcz dobrzy… Jedyną postacią, która dla mnie znacznie się tu wybija jest Alicja, narzeczona Pawła. Jej depresja, jej rozchwianie emocjonalne bardzo szybko stało się dla mnie najciekawszym aspektem książki i aż zaczęłam żałować, że nie ona stała się główną bohaterką, bo może wtedy cała powieść nabrałaby więcej kolorów.

Całkiem możliwe, że na mój odbiór książki wpłynęła odrobinka sceptycyzmy wsączająca się tu i ówdzie. Może to wszystko wypadłoby dużo lepiej, gdyby cała akcja była bardziej rozciągnięta w czasie. Pewnie wyjdę teraz na starą ciotkę klotkę, ale ciężko mi uwierzyć w miłość na całe życie, która rodzi się po spędzonych wspólnie kilku godzinach. Nie wierzę, że po tak krótkim czasie, ktoś może stać się dla nas wszystkim, czy też całym życiem. Ja wierzę w tę miłość, która potrzebuje czasu, która potrzebuje poznania nie tylko zalet, ale i wad partnera, poznania go z każdej możliwej, nawet najgorszej strony, i zaakceptowania także jej. Szkoda, że Fox wielką miłość sprowadziła do jednej, upojnej nocy spędzonej z kimś przypadkowym…

Marta Fox, Zuzanna nie istnieje, Kraków, Wydawnictwo Literackie 2011.