W kwietniu miałam okazję przeczytać Grobową tajemnicę, najnowszą i jak wynika z zakończenia ostatnią część serii o Harper Conelly. Teraz doczytałam część trzecią, której nie dane było mi poznać wcześniej i… zrobiło mi się smutno. Bo polubiłam dwójkę bohaterów stworzonych przez Harris, ciężko się z nimi żegnać i mam jednak odrobinkę nadziei, że może powstanie kolejna część ich przygód.

Tym razem Harper i Tolliver lądują w Doraville, małym prowincjonalnym miasteczku położonym w górach. Tam po raz pierwszy Harper musi odszukać ofiary seryjnego mordercy, po raz pierwszy dostaje zadanie odszukania kilku ciał naraz. Dokładnie sześciu. A jak się wkrótce okazuje znajduje ich nawet odrobinę więcej. W międzyczasie, jakby obok, ale idąc tym samym torem, rozwija się na naszych oczach również wątek miłosny. 

W tej części Harris serwuje nam kilka scen łóżkowych, nad którymi niektórzy mogliby kręcić nosem. No cóż, niezbyt subtelnie jej to wszystko wychodzi, ale ja kręcić nosem nie będę, bo raz, że tych scen aż tak wiele nie było, a dwa – widziałam gorsze opisy seksualnych ekscesów. Tak więc ja przymykam oko. A zresztą cieszę się, że wszystko wyszło jak wyszło, bo przy czytaniu dwóch pierwszych części przecież tylko czekałam na taki właśnie rozwój wypadków.

Autorka nie zapomina zadbać o nowych czytelników, którzy zdecydują się zacząć przygodę od tej własnie części. Właściwie w każdej książce z osobna przypomina nam kluczowe kwestie, takie jak porażenie piorunem, czy wspomnienia o rodzinnym domu. Dla stałych czytelników to może być chyba denerwujące, gdy czyta się całość serii za jednym zamachem, jednak przy dłuższych przerwach między tomami nie przeszkadza aż tak bardzo. 

Tak jak poprzednio, tak i tu akcja rozwija się dość szybko, jak dla mnie na tyle szybko, że od Lodowego grobu ciężko było mi się oderwać. Miłośnikom kryminałów lubujących się w skomplikowanych sprawach książek Harris jednak nie polecam. Tak jak w poprzednich częściach, tak i tutaj, dość szybko wpadamy na możliwe zakończenie, rozwiązanie nasuwa się właściwie samo i czytamy raczej tylko dla potwierdzenia własnych teorii niż żeby na kilku ostatnich stronach otworzyć szeroko oczy ze zdziwienia. Ale mnie to nie przeszkadza. Dla mnie cała ta seria stanowi po prostu doskonały sposób na chwilę dobrej rozrywki. A przecież wiecie jak bardzo ją sobie cenię. 

Charlaine Harris, Lodowaty grób, Lublin, Fabryka Słów 2010.