Oooch, ależ mi się podobało. Uwielbiam takie filmy. Takie banalne, takie odprężające, ale jednocześnie posiadające tak niesamowitą oprawę, że najchętniej wgapiałabym się w ekran bez przerwy, pilnując jednocześnie, by z otwartej buzi nic nie wyciekało.
Ali (Christina Aguilera) to dziewczyna z małego miasteczka, która postanawia zmienić swoje życie, przeprowadzając się do wielkiego miasta. Schemat znany aż do bólu. Oczywiście całkiem przypadkiem trafia do klubu o wdzięcznej nazwie Burleska, gdzie początkowo zostaje zatrudniona jako kelnerka, by niedługo później zadziwić wszystkich niesamowitym głosem, przejąć rolę głównej gwiazdy wieczoru i uratować klub od zagłady.
Znajdzie się tu oczywiście również miejsce na wątki miłosne, bo czymże bez nich byłyby jakiekolwiek produkcje?
I może być schematycznie, może być przewidywalnie, ale nie oszukujmy się, w musicalach przecież nigdy nie chodzi o fabułę (która notabene także mi się podobała, bo ja takie lubię ;)). Kto w ogóle zwraca na nią uwagę? Tu się liczy taniec i śpiew, tu się liczą umiejętności aktorów, a te są niewątpliwie niesamowite. Głosy zarówno Cher, jak i Aguilery sprawiają, że dostaję gęsiej skórki. No i niestety sprawiają też, że zielenieje z zazdrości, zdając sobie doskonale sprawę z tego, że nawet M. nie może znieść mojego śpiewu podczas jazdy samochodem, ale to może pomińmy ;).
Film polecam z czystym sumieniem. Jest miły i przyjemny, idealny do oglądania i do słuchania. Wielokrotnego zresztą, bo jestem pewna, że w niedalekiej przyszłości chętnie go sobie powtórzę. A póki co, zasłuchuję się w soundtracku.
Ocena: 5,5/6