W Albionie wojny prowadzone są od tak dawna, że nikt już nie wie od czego się zaczęły. To jednak nie wrogie państwa są największym zagrożeniem dla ludności, a rządząca krajem Wysoka Rada wciąż poszukująca nowych żołnierzy oraz Utalentowanych, którzy mogliby stworzyć najlepszą z armii.
Kate Winters była zwykłą nastolatką, prowadzącą dość schematyczne życie, aż do momentu, gdy okazało się, że należy do grona Utalentowanych, a przez to potrafi przywrócić życie oraz przekraczać Zasłonę między światem żywych i martwych. Łatwo się domyślić, że w czasie, w którym posiadanie Talentu oznacza tylko prześladowanie, strach i śmierć* nie jest to dla niej najszczęśliwsza wiadomość. Jeszcze gorzej robi się gdy okazuje się, że to właśnie ona jest głównym powodem kolejnej łapanki w mieście Morvane i jednocześnie głównym celem zarówno Da’ru, bezwzględnej kobiety stojącej na czele Wysokiej Rady, jak i Silasa Dane’a, najlepszego z poborców, który ma swoje własne plany związane z wykorzystaniem Talentu Kate. Zaczyna się wyścig z czasem, poszukiwanie tajemniczej księgi Wintercraftu i wielka niepewność, gdy wśród wszelkich, skrywanych przez lata tajemnic przyjaciel może okazać się wrogiem.
Burtenshaw opierając się na sprawdzonych już motywach zaginionej księgi i bohaterki będącej tą jedyną, która może uchronić świat od zła uciekając jednocześnie przed tą ciemną stroną mocy zaserwowała nam dość przyjemną w grucie rzeczy lekturę. Udało jej się wciągnąć mnie w opisywany, odrobinkę mroczny świat, głównie za sprawą tego, że opisywane przez nią wydarzenia przebiegały z prędkością światła. Zabrakło mi jednak nieco urozmaicenia w środkowej części książki. Ucieczki i łapanki powtarzane zbyt często koniec końców stają się nudne i monotonne, zwłaszcza gdy każda z nich wygląda podobnie i prowadzi do tego samego. Zabrakło mi też większego wniknięcia w psychikę Kate, której życie zmieniło się przecież diametralnie z minuty na minutę. Wydaje mi się, że żadnej z postaci nie zaszkodziłoby odrobinę więcej wyrazistości.
Dla wszelkiej maści moli książkowych, a już szczególnie tych lubujących się w zaglądaniu na cudze półki prawdziwą gratką będzie opis podziemnej biblioteki, choć i tu można się czepiać, że Burtenshaw poświęciła jej zbyt mało uwagi. Wszystkie niedoskonałości są jednak do nadrobienia, wszak pierwsza część cyklu to dopiero początek przygody z Wintercraftem.
Recenzja opublikowana na kobieta20.pl
Ocena: 3,5/6
Jenna Burtenshaw, Wintercraft, Warszawa, Prószyński i S-ka 2011.
*Tamże, s. 128.