Dobra promocja książki to podstawa. Zwłaszcza dziś, gdy wiele książek dopiero co wydanych od razu spada w otchłań zapomnienia. Tyle że nie można przesadzić w drugą stronę i trąbić o czymś na lewo i prawo, bo okazać się może, że pięć recenzji w ciągu jednego dnia i osiem na dzień drugi skutecznie do książki zniechęcą. Tak było w moim przypadku i chociaż świeżutki egzemplarz Mariola, moje krople… dostał się w moje rączki na chwilę przed premierą to widząc w czytniku kolejną notkę na jej temat miałam dość. Postanowiłam przeczekać blogowy szum i dopiero gdy wszystko ucichnie zabrać się za lekturę.
Gutowska-Adamczyk kupiła mnie swoją Cukiernią pod Amorem (która owszem też pojawiła się na wielu blogach, ale jednak w większych odstępach czasowych) i bardzo ciekawa byłam jak wypada w wersji na wesoło. Po przeczytaniu nadal jestem na tak i myślę sobie, że chyba przyszła pora sprawdzić ją jeszcze w wersji dla młodzieży.
Miejsce i czas akcji? Prowincjonalny teatr na moment przed wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego. Brzmi poważnie, ale powagi próżno tu szukać. I choć według dyrektora Zbytka to tylko teatr, cóż tu się może dziać?*, to jednak dziać się może wiele. Zaczynając chociażby od przedstawienia zbliżającego się wielkimi krokami, w przypadku którego nadal nie została podjęta decyzja o tytule wystawianej sztuki, a próby pora zacząć, poprzez świnię Małgosię hodowaną na pyszniutkie mięsko, którego w sklepach człowiek nie uświadczy, kilka powielaczy ukrywanych i co rusz przenoszonych z pokoju do pokoju, bimber pędzony potajemnie w piwnicy, a kończąc na coraz częstszych wizytach towarzysza sekretarza i ubeków podczas, gdy w teatrze szaleją członkowie Solidarności.
Najnowsza powieść autorki Cukiernii pod Amorem pełna jest barwnych postaci, z których, choć zazwyczaj nie mam z tym problemu, ciężko jednak wybrać faworyta. Dyrektor Zbytek, reżyser Biegalski, towarzysz Martel, dyrektorowa Paulina i Danka, spędzające całe życie w kolejkach to zaledwie niewielka cząstka postaci stworzonych przez Adamczyk-Gutowską, a każda z nich, zapewniam, jest wyjątkowa i niepowtarzalna.
Mariola, moje krople… to powieść napisana z polotem, przymrużeniem oka i tym szelmowskim uśmieszkiem, które tak bardzo sobie cenię w literaturze, że za nic nie byłabym w stanie wystawić jej słabszej oceny.
Ocena: 5/6
Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Mariola, moje krople…, Warszawa, Świat Książki 2011.
*Tamże, s. 220.