Zaczęło się naprawdę dobrze. Pagnol niemalże rozkochał mnie w swoim pisarstwie już samą przedmową porównując pisanie dramatu z pisaniem prozą, opisując czytelnika, który jest prawie zawsze przyjacielem. Poszedł wybrać książkę, wziął ją do rąk, zaprosił do siebie. Będzie ją czytał w ciszy , siedząc w ulubionym kącie*, dalej jednak zaznacza też, że ten czytelnik-przyjaciel wcale nie musi danej książki polubić. I tak było ze mną, choć początkowo myślałam, że rozpłynę się w zachwytach jak cała reszta czytelników.
Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki to dwa pierwsze tomy cyklu Wspomnienia z dzieciństwa, które pierwotnie wydane były jako dwie osobne książki, co musiało być dla czytelników bardzo niewygodne ze względu na to, że między tymi dwoma utworami nie ma wyznaczonej wyraźnej granicy, stanowią one jedność i gdyby nie swego rodzaju karta tytułowa Zamku mojej matki w życiu nie domyśliłabym się, że Chwała mojego ojca już się skończyła.
Wszystko zaczyna się od spotkania rodziców Marcela, okoliczności jego porodu, dopiero potem autor sprawnie przechodzi do czasów, które już sam mógłby pamiętać. Do czasów swojego szczęśliwego dzieciństwa spędzonego na południu Francji. I tak razem z kilkuletnim Pagnolem mamy okazję towarzyszyć cioci Róży w spacerach, a zwłaszcza w tym spacerze na którym poznaje przyszłego męża, śledzimy również okazyjne zakupy jego ojca Józefa. Odkrywamy jego pierwsze fascynacje literackie znajdujące odzwierciedlenie w zabawach z bratem Pawełkiem. I wreszcie razem z tym niesfornym chłopcem spędzamy pierwsze wakacje na Wzgórzu, udajemy się na pierwsze polowanie, poznajemy jego pierwszego prawdziwego przyjaciela i tak samo mocno pragniemy uniknąć powrotu do szkoły posuwając się nawet do ucieczki z domu.
Niby wszystko piękne, ładnie. Jest to ciepło, dziecięca naiwność, która sprawia, że od czasu do czasu zdarzyło mi się uśmiechnąć i ta sielankowość, która, trzeba przyznać, zostaje jednak trochę zaburzona w końcowych rozdziałach. I brak tylko jakiegoś polotu, czegoś co by tą książkę w moich oczach wyróżniło na tle tylu innych. Zabrakło u mnie jakiegokolwiek stopnia wciągnięcia, a tym samym emocji, które tak sobie cenię przy czytaniu. I o ile pierwsza część okazała się jeszcze w miarę interesująca, o tyle druga w pewnym momencie zaczęła mnie zwyczajnie nudzić, bo droga pokonywana przez bohaterów co chwilę, mimo, że stała się stounkowo krótsza i z powodu nowych postaci na niej spotykanych powinna stać się ciekawsza mnie wymęczyła tak, że chciałam, aby Bouzigue zabrał im wreszcie ten klucz ułatwiający drogę. Całość dokończyłam raczej z poczucia obowiązku niż z ciekawości i szczerze wątpię bym sięgnęła po kolejne tomy cyklu jeśli zostaną wydane.
Cóż, widocznie nie moja bajka. I tylko przedmowa skłania mnie ku temu, by sięgnąć po tak głośną już Żonę piekarza, bo może faktycznie Pagnol w dramacie wypada dużo lepiej.
Ocena: 3,5/6
Marcel Pagnol, Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki, Kraków, Wydawnictwo Esprit, 2010.
*Tamże, s. 11.
***
Został mi już tylko jeden egzamin, ciężki, bo ciężki, ale mam cały tydzień na naukę, a perspektywa dwóch wolnych tygodni dodatkowo mnie do niej motywuje. Cała reszta już pozaliczana, ze wszystkim jestem do przodu, więc powoli zaczynam wracać do czytania dla czystej przyjemności. Jakie to miłe uczucie… 😉