Sama nie wiem co mnie skłoniło do oglądnięcia tego filmu. Może to, że uwielbiam Hugh Granta i nastawiłam się na niezłą komedię, przy której będę się dobrze bawić. Oczywiście, jakt to zwykle z moim liczeniem bywa, troszkę się przeliczyłam, bo poza paroma fajnymi tekstami, które wywołały uśmiech, było po prostu nudno.
Paul (Hugh Grant) i Meryl (Sarah Jessica Parker) Morgan przechodzą kryzys małżeński spowodowany brakiem wierności Paula, który jednak stara się ratować swój związek zapraszając żonę na romantyczną kolację zakończoną równie romantycznym spacerem podczas którego nieszczęśliwie, a może i szczęśliwie, jak się wkótce okaże, zostają świadkami mordestwa. Policja chcąc chronić małżeństwo przed pewną śmiercią z rąk zabijaki-zawodowca obejmuje ich programem ochrony świadków i wysyła do przytulnego miasteczka Ray, gdzieś na końcu świata, gdzie czas płynie jakby wolniej. Tu przyzwyczajeni do wszelkich luksusów Paul i Meryl muszą pogodzić się z brakiem tak podstawowych gadżetów jak komórka czy komputer i przyzwyczaić się do małomiasteczkowego sposobu bycia, co początkowo stanowi dla nich nie lada wyzwanie. Jak można się jednak domyślić, już na początku filmu, szybko zdołają pokochać Ray i jego mieszkańców, a nawet uratować swoje małżeństwo.
Jak to podsumował M.: miała być fajna komedia, a wyszedł film o niczym. I ja się z tym w pełni zgadzam i wydaje mi się, że nie muszę nic więcej dodawać, może poza tym, że choć Hugh był oczywiście słodki i uroczy jak zawsze to niestety nawet on nie był w stanie uratować sytuacji.
Ocena: 2,5/6