Kamienie przodków / Aminatta Forna ; przeł. Ewa Horodyska. – Warszawa : W.A.B., 2008. – 412, [4] s. ; 20 cm. – (Seria z miotłą). – ISBN 978-83-7414-415-5
Lubię Serię z miotłą, lubię powieści dla kobiet, o kobietach i pisane przez kobiety. Lubię rodzinne sagi, lubię opowieści o przeszłości, o życiu, lubię wspomnienia opowiadane z różnych perspektyw. Lubię, gdy narracja prowadzona jest przez kilka osób i gdy każda z tych osób ma do powiedzenia coś zupełnie innego, opowiada swoją własną historię. A jednak… no właśnie, poległam. Zaczęłam czytać, odłożyłam, wróciłam po tygodniu, odłożyłam i tak przez miesiąc, potem pojechałam do biblioteki przedłużyłam sobie książkę na kolejny miesiąc i próbowałam znów, niestety nie wyszło. Chyba pora trochę przystopować z tym wszystkim, z Serią z miotłą, z opowieściami o kobietach, z rodzinnymi sagami, bo powieść Forny zwyczajnie mnie znudziła i po jej połowie dałam sobie po prostu spokój, wierząc w to, że kiedyś jeszcze do nich wrócę, w końcu mam zamiar kiedyś poznać wszystkie książki z tej serii.
Po kilku latach życia w Londynie i otrzymaniu listy z informacją o tym, że stała się właścicielką plantacji kawy Abie postanawia wrócić w rodzinne strony, do Afryki. Tam będzie miała okazję spotkać cztery ciotki i wysłuchać opowieści o przeszłości i rodzinnych tajemnicach.
Kamienie przodków swą budową i stylem bardzo przypominały mi Czas Czerwonych Gór i momentami zastanawiałam się czy nie mam przypadkiem jakiegoś deja vu. Czułam się jakbym czytała to samo, a jedynymi różnicami było miejsce pochodzenia kobiet i ich imiona. Tu także mamy kobietę, która opuściła rodzinne strony i kobiety, które zostały, tam było na odwrót, ale sens pozostaje ten sam. Mam nadzieję, że może za kilka lat, gdy wspomnienie Czasu Czerwonych Gór ulegnie całkowitemu rozmyciu wrócę do „Kamieni przodków” i przeczytam je z jak największą przyjemnością, póki co szkoda mi czasu na czytanie na siłę.
Ocena: 3/6