Okazuje się, że jednak, mimo tego, co mi się początkowo wydawało, nie jestem fanką kryminałów retro. Wymęczyła mnie ta książka, nie przekonał brytyjski humor, a rozwiązania zagadki trupa w wannie zupełnie nie kupuję.

Wszystko zaczyna się w momencie, gdy w mieszkaniu cenionego architekta pana Thippsa zostaje znaleziony tytułowy trup w wannie. Zupełnie nagi, odziany jedynie w binokle na cienkim, złotym łańcuszku. Jednocześnie po mieście rozchodzi się wieść jakoby jeden z szanowanych mieszkańców Londynu, sir Levy Reuben przechadzał się nagusieńki jak go pan Bóg stworzył i w tajemniczych okolicznościach słuch po nim zaginął. Czy coś łączy te dwie sprawy? Pech chce, że do rozwiązania tytułowej zbrodni zostaje zatrudniony nieco gapowaty inspektor Sugg, który właściwie kończy sprawę, zanim ta na dobre się zacznie, oskarżając o dokonanie haniebnego czynu pana Thipsa. I tu do akcji wkracza lord Peter Wimsey, który w towarzystwie swojego przyjaciela ze Scotland Yardu oraz przy drobnej pomocy niezwykle elokwentnego i nad wyraz szczerego lokaja Buntera, podejmuje się rozwiązać zagadkę dziwacznych łazienkowych zwłok.
Akcja Trupa w wannie jest dość powolna, wręcz leniwa i próżno tu liczyć na zaskakujące zwroty akcji. Cała powieść opiera się właściwie na wędrówkach lorda Wimseya i spotkaniach towarzyskich, z których raz za razem wyciąga szczególiki pozwalające rozwikłać zagadkę tytułowego trupa. Jego dochodzenie polega więc nie tyle na znajdowaniu poszczególnych śladów i dowodów, ile na pozbieraniu w zgrabną całość przeoczonych przez innych elementów. W odbiorze książki nie pomogły też liczne opisy ubioru czy otoczenia, które nadają co prawda całości nieco swoistego klimatu, ale jednocześnie jeszcze bardziej zwalniają akcję. Powiem szczerze – wynudziłam się.

Choć główny bohater ma w sobie niewątpliwie pewien urok, to także jego kreacja nie do końca do mnie przemawia. Nie przekonał mnie jego błyskotliwy umysł, ba, jego postać była dla mnie tak mało charakterystyczna, że miałam trudności, by odróżnić go od jego przyjaciela lorda Parkera. Także postaci dalszoplanowych w pewnym momencie zrobiło się tak wiele, a były przy tym tak niewyróżniające się, że zwyczajnie zlały się w jedno.
Co tu dużo pisać… Spróbowałam, nie posmakowało, pani Dorothy L. Sayers mówię już serdeczne dziękuję, więcej się nie spotkamy.
Dorothy L. Sayers, Detektyw dżentelmen Lord Peter Wimsey na tropie. Trup w wannie, Kraków, Wydawnictwo Znak 2022
wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Znak