Ależ to była urocza opowieść! Przeczytaliśmy ją z ogromną przyjemnością kilka razy i to zdecydowanie jedna z tych publikacji, którą z żalem oddaję do biblioteki, ale… może kiedyś wypożyczymy ją jeszcze raz.

Emilka Cierpliwiec nie bez powodu nazywana jest Śpieszką – ciągle się gdzieś śpieszy, wszystko chce robić szybko, szybciej, najszybciej. Aż pewnego dnia na dachu swojego domku znajduje Pana Leniwca. Nie ma czasu, by mógł się wytłumaczyć jak się tam znalazł, bo Śpieszka prędziutko zabiera go do domu, uznając, że zostaną najlepszymi przyjaciółmi i będą mogli robić mnóstwo rzeczy razem. Tyle, że natura pana Leniwca nie do końca pozwala na realizację planów dziewczynki – podczas zabawy w doktora zwierzak zbyt długo szuka pulsu, przy budowie rakiety zupełnie nie radzi sobie z klejącymi taśmami, a przy malowaniu… cóż, w czasie, gdy Śpieszka zdążyła namalować aż cztery obrazki, Leniwiec ledwo co zdołał zawiązać sobie fartuch. Pora na sąsiedzki wyścig, który trzeba koniecznie wygrać. Szybko, szybciej, najszybciej!
Najnowsza książka Katy Hudson totalnie skradła moje serce, a i moje dzieci miały przy jej czytaniu mnóstwo radochy. Tam, gdzie przemawiał leniwiec starałam się go naśladować wydłużając w nieskończoność wymawiane przez niego słowa, przez co dzieciaczki zaśmiewały się do łez. Pomijając jednak tę mocno rozrywkową stronę książki Panna Śpieszka i pan leniwiec niesie też bardzo ważne i mądre przesłanie dla najmłodszych – w pogoni za rzeczywistością, w pośpiechu, który często sami sobie narzucamy, warto też czasami na chwilę przystanąć i posłuchać śpiewu ptaków, zachwycić się zapachem kwiatów, dostrzec to, czego w codziennym biegu nie dostrzegamy.
Katy Hudson, Panna Śpieszka i Pan Leniwiec, Warszawa, Wydawnictwo Amber 2021