Rodzina Funi była idealna. Mama i jej siostra Misia były jak dwa kłębki włóczki – dwie blondynki o pełnych policzkach, Funia i tato z ciemnymi, prostymi włosami i pociągłymi twarzami stanowili zaś dwa długie sznurki, trzymające wszystko w kupie i pomagające zachować porządek*. Wszystko jednak zaczęło się rozpadać, gdy tato odszedł, a Funia pozostała jedynym sznurkiem. Po śmierci ukochanego rodzica, dziewczynka bardzo stara się trzymać rodzinę nadal, ale nie do końca potrafi zapanować nad nieco roztrzepanymi kłębkami włóczki, a ulubione zabawki Misi zaczynają doprowadzać ją do szału. Zwłaszcza najukochańszy Celwony Klólik, który pewnego razu, w przypływie ogromnej złości zostaje wykopany prosto pod nadjeżdżający samochód. A zaraz za nim pobiegła Misia. To wszystko wywołało lawinę zdarzeń, która doprowadziła do tego, że Funia wraz ze znienawidzonym kuzynem, bojącym się wszystkiego i wszystkich trafia do Krainy Blopków, ulubionej książeczki młodszej siostry, w którym rządy przejmuje okropny tyran, a gdyby wszystkiego było mało Blopkowo w dziwny sposób zaczyna tracić kolory. I tylko Funia może temu zapobiec, tyle że nie bardzo wie, w jaki sposób to zrobić.


To dziwne – gdy się za kimś bardzo tęskni, to brakuje ci nawet tego, co cię w tej osobie denerwowało.**
Lissa Evans stworzyła niesamowitą opowieść dla nieco starszych dzieci, w której wyobraźnia zdaje się nie mieć żadnych granic. Pewnego mrocznego wieczoru, gdy za oknem szaleje mrożąca krew w żyłach burza, trafiamy wraz z bohaterami do ciemnej piwnicy, gdzie fantazja miesza się z rzeczywistością, a zwykły dom zostaje zamieniony w Krainę Blopków, której grozi zagłada.
W Krainie Blopków czekają zaś na nas wyjątkowi bohaterzy: rozwydrzony Celwony Klólik, przekonany o tym, że głośnym krzykiem można osiągnąć wszystko, król Blopków zdecydowanie zmęczony pełnioną przez siebie funkcją, szary Blopek, który swoją mądrością zanudziłby niejednego, różowy Blopek, który z ogromną pasją na lewo i prawo rozdawałby przytulasy, bo przytulas jest przecież dobry na wszystko. Jest też niesamowita słonica Sonia, nieco pulchna, ale bardzo kochana trenerka personalna, która potrafi uspokoić nawet najbardziej roztrzęsione blopki, doktor Marchewka znająca rozwiązanie każdego problemu, no i przede wszystkim dwójka dziecięcych bohaterów: Funia, która zmuszona była zbyt szybko dorosnąć, jednocześnie tracąc całą radość płynącą z dzieciństwa oraz Graham – przewrażliwiony chłopiec, który najchętniej zamknąłby się w czterech ścianach, bojąc się wszystkiego, co może go spotkać poza nimi.
Celwony Klólik to cudowna powieść o odwadze i o przyjaźni, a właściwie powinnam napisać: o odwadze, która bierze się z przyjaźni. O przekraczaniu własnych barier, o pokonywaniu trudności, które częstokroć tkwią tylko w naszej głowie i o tym, że życie staje się znacznie prostsze wtedy, gdy mamy obok kogoś, na kogo możemy liczyć. Żaden człowiek nie jest stworzony do samotności i tylko przy pomocy przyjaciół jesteśmy w stanie osiągnąć to, czego bardzo pragniemy. Nawet jeśli mimo całej swojej kanciastości jesteśmy zmuszeni czasem kogoś zwyczajnie przytulić.
Lissa Evans, Celwony Klólik, Kraków, Wydawnictwo Literackie 2018
*s. 15
**s. 130