PREMIERA 15.02.2017!
Znów dałam się nabrać, choć tyle razy mówiłam sobie, że już naprawdę nigdy więcej. Że już naprawdę wiem do jakich porównań mogą się posunąć wydawnictwa i że nigdy, przenigdy nie należy w nie wierzyć, bo one są zawsze chociaż trochę przekłamane, a często przekłamane są naprawdę bardzo. I tak było w tym przypadku. Porównanie Caravalu do Igrzysk śmierci jest tak nietrafione, że aż ciężko to opisać.


Scarlett i Tella nie miały lekkiego życia. Odkąd odeszła ich matka opiekę nad nimi sprawuje okrutny ojciec, który każe jedną za występki drugiej. Nic więc dziwnego, że siostry od dziecka marzą o tym wziąć udział w Caravalu, grze, w której na wygranego czeka spełnienie jego życzenia. Grze, o której od najmłodszych lat opowiadała im babka. Wreszcie grze, która jest ich jedyną szansą na wyrwanie się spod władzy despotycznego ojca. Spełnieniem marzeń zdaje się już samo to, że po latach bezskutecznego pisania do Legendy, Mistrza Caravalu, ten w końcu postanawia odpisać Scarlett, tym samym zapraszając ją i Tellę do wzięcia udziału w tworzonym przez niego widowisku… W wydostaniu się z maleńkiej wyspy i potajemnej ucieczce przed ojcem pomaga im Julian, tajemniczy żeglarz, który staje na drodze sióstr akurat w dzień, w którym trafiają do nich zaproszenia.
To, co słyszałaś o Caravalu nie wytrzyma porównania z rzeczywistością. To coś więcej niż tylko gra czy przedstawienie teatralne. Na tym świecie nie znajdziesz niczego równie magicznego*.
Choć twórcy gry na każdym kroku podkreślają, by pamiętać o tym, że nic, co się podczas niej wydarzy nie jest prawdziwe, to jednak rzeczywistość bardzo szybko zaczyna się mieszać z fantazją i coraz ciężej odróżnić prawdę od fałszu, rozpoznać co spośród wszystkich zdarzeń jest tylko wytworem wyobraźni. Caraval miesza zmysły, funduje magię, spełnienie marzeń, oferuje miłość i daje szanse na inne życie… Mogło być tak cudownie, prawda? Ale nie do końca było. Bo choć świat stworzony przez Stephanie Garber może czytelnika totalnie zauroczyć, to już postacie są na tyle niedopracowane, że koniec końców zaczną drażnić, a splot wydarzeń tak nieprawdopodobne, że nawet magia Caravalu nie da rady ich wytłumaczyć. Choć przyznać trzeba, że przez większość czasu zabawa jest przednia.
Witajcie, witajcie na Caravalu! To najwspanialsze widowisko na lądzie i morzu. Tutaj zobaczycie więcej cudów, niż wielu ludzi ma okazję oglądać w ciągu całego życia. Tu będziecie pić magię wielkimi haustami i kupicie sny w butelce. Zanim jednak wejdziecie do naszego świata, pamiętajcie, że to tylko gra**.
Zakończenie książki ewidentnie wskazuje na to, że wkrótce pojawią się kolejne części przygód dwóch oddanych sobie sióstr. Czy po nie sięgnę? Nie, raczej nie. Nie przywiązałam się na tyle do bohaterów i choć frajdy podczas czytania miałam niemało, to tyle mi jej już wystarczy, nie czuję się zainteresowana kolejnym Caravalem.
Podsumowując: tak, podobało mi się, choć Scarlett i Tella działały mi na nerwy jak mało które postacie literackie. Tak, dałam się wciągnąć i ciekawa byłam finału, choć ten nieco mnie jednak rozczarował. W dodatku poczułam się troszkę znów jak nastolatka, zafascynowana stworzonym przez autorkę magicznym światem i tą miłością rozwijającą się szybko i intensywnie jak w prawdziwym świecie rzadko kiedy się zdarza. Podoba mi się sama koncepcja Caravalu, myślę, że ma w sobie pewną świeżość, choć nie czytam aż tak wielu książek tego typu, by móc to stwierdzić z całą pewnością. W każdym razie choć pomysł jest dobry, wykonanie zachwyca już nieco mniej, bo to, co początkowo wydaje się fascynujące, po drodze nieco zaczyna się rozchodzić, fundując nam ostatecznie totalnie rozczarowujący finisz, w którym dosłownie wszystko się zdarzyć może. A ja niestety jestem z tych, dla których co za dużo, to jednak niezdrowo.
Nie polecam, nie odradzam. Zdecydowanie nie podoba mi się zupełnie porównanie tej książki do cyklu Suzanne Collins, a choć miło spędziłam przy niej czas, to myślę, że już od dawna znajduję się poza grupą docelową odbiorców.
Stephanie Garber, Caraval. Chłopak, który smakował jak północ, Kraków, Wydawnictwo Znak 2017
*s. 26
**s. 84
***
PS. Zapraszam do obserwowania mojego profilu na instagramie, gdzie właśnie trwa rozdanie, w którym do wygrania jest ta książka – może komuś z Was spodoba się ona znacznie bardziej 🙂