Już chyba kiedyś wspominałam na blogu, że Olga Rudnicka należy do grona moich ulubionych polskich autorek, a każda kolejna jej książka tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że ja tę kobietę po prostu kocham.

GranatPoprosze

W życiu każdego z nas zdarzają się dni, które najchętniej wymazalibyśmy z pamięci. Dni, których pragnęlibyśmy nigdy nie przeżyć i jakimś cudem sprawić, by to wszystko, co się właśnie zdarzyło okazało się zupełną nieprawdą. W życiu Emilii Przecinek taki dzień właśnie nastąpił.

Emilko, karma do nas nie wraca. Ani ta dobra, ani zła, bo karma ma nas w dupie*.

Niewierny mąż, niespłacony kredyt i deadline wiszący na głową, to naprawdę dużo jak na jedną małą kobietkę. Gdy do tego wszystkiego dojdzie jeszcze znaleziony w łazience test ciążowy, najprawdopodobniej wykonany przez nastoletnią córkę i niepokojący telefon ze szkoły syna nakazujący pilny kontakt z dyrektorem, można mieć wszystkiego absolutnie dosyć. Można pragnąć zakopać się we własnej pościeli i już nigdy spod niej nie wychodzić. Albo też można mieć ochotę strzelić sobie w łeb. Można, ale prawda jest taka, że to wszystko staje się mało istotne w porównaniu z tym, że oto nagle kochana mamunia z jeszcze kochańszą teściową, które, choć najchętniej wydrapałyby sobie nawzajem oczy, w obliczu nieszczęścia nagle postanawiają zakopać topór wojenny, stać się niemalże najlepszymi przyjaciółkami i zamieszkać razem. W jednym pokoju. W domu Emilii. O zgrozo.

Czy może być gorzej? Owszem, może. Nie dość bowiem, że pisarka doświadcza najgorszego kaca w swoim życiu, to jeszcze jej mąż znika bez śladu, zostaje oskarżony o defraudację, a gdyby jeszcze wszystkiego było mało Emilia staje się główną podejrzaną w sprawie o morderstwo… Mało? Więc dodajmy jeszcze fakt, że nawet rodzina, która na wszelkie możliwe sposoby stara się zapewnić kobiecie alibi, nie do końca wierzy w jej niewinność. Jedna wielka katastrofa, prawda?

Proza Rudnickiej reprezentuje taki typ humoru, jaki najbardziej lubię. Inteligentny dowcip, gry słowne, żarty sytuacyjne i nietuzinkowe postacie. To wszystko sprawia, że rozwiązanie zagadki kryminalnej schodzi jakby na dalszy plan i wiecie co? To naprawdę w niczym nie przeszkadza, bo choć książki tej pisarki wpisują się oczywiście w gatunek kryminału, to są też, a właściwie przede wszystkim doskonałymi komediami. Granat poproszę to powieść, przy której ubawiłam się setnie i tak jak kiedyś pięć Natalii skradło moje serce, tak dziś muszą one ustąpić miejsca dwóm uroczym staruszkom, które nie są żadnymi fobami, ani tym bardziej homo.

Polecam po stokroć!

Olga Rudnicka, Granat poproszę, Warszawa, Prószyński i S-ka 2016

*s. 239