Gran często mówiła, że woli psy od ludzi. Brak im genu bezinteresownej zawiści. Rzadko są podłe*.

Może niektórzy z Was, tych, którzy zaglądają tu od początku, pamiętają jeszcze, że swego czasu mieszkała ze mną pewna urocza, kochana jamniczka. Była ze mną właściwie odkąd pamiętam, od najmłodszych lat, można powiedzieć, że razem dorastałyśmy. Bardzo przeżyłam jej odejście, moi rodzice zresztą też, nie wiem czy to nie był pierwszy raz, kiedy widziałam jak mój tato płacze. Nie wiem czy jeszcze kiedyś zdecyduje się na psa, raczej już chyba nie na jamnika, ale prawda jest taka, że do tej rasy mam wielką słabość i chyba już zawsze będę te stworzenia darzyć jakimś sentymentem. Nic więc dziwnego, że odkąd ujrzałam w zapowiedziach Jamnikarium, wiedziałam, że muszę je przeczytać.

Jest radością. Jest kłopotem. Nie odstępuje mnie na krok. Patrzy. Czeka. Wymaga. Czuwa. Nawet we śnie. Reaguje na każdy mój ruch**.
Najbardziej ujął mnie sam początek tej książki, gdzie autorka pisze o swoim pupilu, Loni, ale też w dużej mierze to jemu oddaje głos. Jemu – psiakowi, który kocha, tęskni, czeka na swoją panią, z radością nie do opisania wita ją przy drzwiach… i jest wiecznie głodny (Lońka zje wszystko: kocie, ludzkie, ziemię, robaki, trawę, muchę, szynkę, kiełbasę… ***). Jestem pewna, że każdy, kto miał kiedykolwiek w domu jamnika znajdzie w Loni zadziwiająco dużo podobieństw do swojego czworonoga. To uroczy piesek, pod wieloma względami bardzo przypomina mi moją Sońkę, może też dlatego z miejsca poczułam do niego ogromną sympatię.
Na smyczy szczeka na większe psy. Jest bojowy. Odnajduje w sobie nieustępliwy temperament. Kiedy biega sam jest więcej niż ostrożny. Już z daleka widzi większego i silniejszego osobnika, wyczuwa niebezpieczeństwo, albo tylko kłopot, odwraca się i wybiera inną drogę. […] Czasem zachowuje się jak dziecko. Kiedy wydaje się sobie opuszczony we własnym domu, wśród gości lub rozmowy, ssie kocyk. Wytrwale i skutecznie. Podziurawił już kilka tuzinów****.
Druga część to alfabet. Właściwie druga i trzecia część, bo najpierw mamy alfabetycznie ułożone polskie osobistości, po nich zaś następują osobistości zagraniczne, a każdy z jamnikiem u boku. Aktorzy, piosenkarze, reżyserzy, malarze, pisarze, naukowcy… Einstain, Proust, Monroe, Nabokov, Picasso. Schulz, Żuławski, Lem, Tyszkiewicz, Sienkiewicz, Samozwaniec, Wisłocka… Mając w ręku książkę Agaty Tuszyńskiej można by przypuszczać, że niemal każdy ma w domu jamnika, że świat w całości składa się z jamników i ewentualnie jeszcze tych, którzy te jamniki dokarmiają. Mnóstwo anegdot, interesujących historii, opowieści, o których, jestem pewna, większość z nas dotąd nie słyszała. Może denerwowało mnie momentami zbytnie skupianie się w niektórych przypadkach raczej na właścicielu zamiast na piesku, ale to nie zmienia faktu, że Jamnikarium jest po prostu urocze i każdy, kto miał kiedyś do czynienia z tymi psiakami, powinien po nie sięgnąć. A ten, kto nie miał, niech sięgnie też, a może się do przygarnięcia jakiegoś jamnika przekona.
Mówi, że jestem jej przyjacielem. I że czyta we mnie, jak w książce. Może czyta, ale i ja potrafię przeniknąć ją na wskroś. Jestem jak gąbka, czuję każdy jej nastrój. Każde ziarnko grochu na posłaniu. Że spotkała ją przykrość. Albo, że niedługo wyjedzie. Wiem nawet, kiedy mnie oszczędza, żebym nie domyślił się od razu. Ale różnice między mną i książką są zasadnicze. Nie składam się ze słów. Książki obfitują w słowa. Ja w milczenie. Innego używamy języka. Innego oddania*****.
Agata Tuszyńska & Lonia, Jamnikarium, Kraków, Wydawnictwo MG 2016
*s. 64
**s. 67
***s. 49
****s. 72
*****s. 76