Od jakiegoś czasu nie mamy w domu kablówki. Nie ma co się wdawać szczegóły, ale piszę o tym dlatego, że o ile generalnie nie jest mi jej brak, tak jakoś za kuchnią+ troszeczkę czasami tęsknie. A zwłaszcza za swoimi ulubionymi programami… Tęsknię za podróżami Davida po Europie, za Adrianem i Janellą, uroczymi prowadzącymi Żołądek czy rozsądek, brak mi Jamiego z jego milionem różnych programów i magicznych rąk Paula Hollywooda, który z mąki i wody potrafi wyczarować prawdziwe cuda. Najbardziej jednak brak mi ABC gotowania, które było zdecydowanie najczęściej nagrywanym przeze mnie programem, po to, żebym mogła powolutku i na spokojnie spisać sobie wybrane przepisy. Dlatego cieszę się, że do moich rąk trafiła książka o tym samym tytule, a w niej równie proste, ale często też bardzo efektowne przepisy.

W kuchni cenię sobie przede wszystkim prostotę. Nie dla mnie wymyślne składniki, których smaku nie znam, a nazw czasem nawet nie potrafię wymówić, nie dla mnie długie stanie przy kuchennym blacie. Owszem, niech ciasto się potem piecze godzinę, a mięso dusi i trzy, ale generalnie samo przygotowanie ma być łatwe i szybkie. Chyba właśnie dlatego od samego początku tak bardzo pokochałam gotowanie Mariety Mareckiej. Bo jest proste, bazuje na łatwo dostępnych składnikach, a potraw przygotowanych według jej receptur nie wstydziłabym się podać ani mamie (która jest absolutnie doskonałą kucharką, dobrą nauczycielką, ale też wymagającym odbiorcą), ani teściowej.
Przepisy poprzedza rozdział zatytułowany podstawy, w którym znajdziemy informację np. o tym jak poznać czy jajka są świeże, jak smażyć naleśniki, jak zrobić domowy makaron, jak kupić dobre ziemniaki, jakie właściwości mają poszczególne kasze, z czego zrobić najlepszy bulion czy też jaki sprzęt będzie w kuchni niezbędny i dlaczego czasem warto jest mieć mniej niż więcej. Przepisy podzielone są standardowo na śniadania, przekąski, zupy, dania obiadowe, dodatki i oczywiście desery. Na samym końcu zaś autorka umieściła dodatek, a w nim przepisy, już bez zdjęć, na rzeczy typu domowy majonez czy musztardę, winegret czy beszamel, kwas buraczany czy bulion na wędzonce, czyli generalnie to, co w każdej kuchni przydać się może.
Same przepisy zadowolą zarówno tych, którzy w gotowaniu stawiają dopiero swoje pierwsze kroki, jak i tych, którzy coś tam już potrafią. W ABC gotowania znalazło się miejsce dla tradycyjnych schabowych, mielonych czy kotletów z piersi kurczaka, ale są też wymagające już większego nakładu pracy roladki drobiowe z suszonymi pomidorami i fetą, zrazy wołowe, polędwiczki w sakiewkach z zielonym pesto czy też gołąbki. Jest nasz, polski żurek, ale też raczej francuska zupa cebulowa czy włoska minestrone. Także wśród przystawek czy dodatków jest różnie, raz łatwiej, raz trudniej, ale na tyle, na ile zdążyłam te przepisy wypróbować, to zawsze smacznie. Hitem u nas okazał się gulasz wołowy (przy czym ja naprawdę jestem raczej bezmięsna, tzn. mięso jem, ale niekoniecznie w dużych ilościach i raczej rzadziej niż częściej), którym mój mąż był absolutnie zachwycony.
W książkach kucharskich zwracam uwagę przede wszystkim na zdjęcia. Jasne, sam przepis, łatwość jego wykonania, dostępność składników, to wszystko też jest na mnie ważne, ale żebym w ogóle zainteresowała się daną recepturą najpierw muszę zobaczyć jak to wszystko powinno wyglądać. W ABC gotowania znajdziemy nie tylko sprawiające, że ślinka cieknie, zdjęcia ostatecznych efektów, ale też małe fotografie przeprowadzające nas przez kolejne etapy przygotowań oraz listę składników składającą się z małych, bo małych, ale jednak zdjęć produktów. Ja takim rozwiązaniem jestem po prostu zachwycona.
Jeszcze bardziej zachwycają mnie praktycznie rady, jakie przy każdym przepisie można znaleźć. Te, które znajdują się przed właściwym tekstem, dotyczą możliwości zamiany składników świeżych na mrożone, ale także tych z puszki na świeże albo w ogóle zamiany ziół na inne zioła, miodu na cukier, śmietany na maślankę czy jogurt, truskawek na maliny czy jagody, chorizo na salami lub szynkę… Jasne, w innych książkach kucharskich też jest taka możliwość, można wymieniać składniki według własnego widzimisię, ale jeśli coś przez to zepsujemy, to możemy mieć pretensje tylko do siebie. Biorąc do ręki książkę Mariety Mareckiej wiem, że nawet, jeśli pozwolę sobie na pewne modyfikacje, wszystko powinno wyjść doskonale. Są też porady znajdujące się pod przepisem, a dotyczą one najczęściej przechowywania. Ile możemy danie trzymać w lodówce lub zamrażarce, jak je przechowywać, żeby jak najdłużej zachowało świeżość, w jaki sposób, odgrzewać, z czym podawać i jak z wersji słodkiej zrobić wytrawną lub na odwrót.
Polecę trochę banałem, ale cóż… muszę to napisać: ABC gotowania to jedna z najlepszych, o ile nie najlepsza książka kucharska, jaka znalazła się w moim domu. I cieszę się ogromnie, bo właśnie wyszła druga część, która, już zamówiona, też wkrótce zagości na mojej półce.
Marieta Marecka, ABC gotowania, Warszawa, Wydawnictwo Egmont 2015