PREMIERA: 17 MARCA 2016!
Grecja, Turcja, Francja. Wyprawy śladami i w towarzystwie Ateny, Czarnej Madonny oraz Persefony i Demeter, których Sue i Ann stanowią współczesne odzwierciedlenie, w ich losach matka z córką odnajdują swoją własną historię. Znana ze świetnych powieści autorka, tym razem wraz z córką zabiera nas w podróż pełną sugestywnych obrazów, osobistych przemyśleń i spostrzeżeń, które z całą pewnością wpłyną także na postrzeganie naszych relacji z własnymi matkami.

…obydwie, Ann i ja, na swój sposób przechodzimy kryzys, który definiuje się jako decydujący etap lub punkt zwrotny oraz nieustabilizowaną lub niepewną sytuację. Ann usiłowała odnaleźć się na początku kobiecości, ja zaś u jej kresu*.
Choć motyw fizycznej podróży jest tu niezwykle ważny i właściwie kolejne wyprawy wyznaczają nam pewne okresy w życiu autorek, to jednak znacznie ważniejsze zdają są te podróże w głąb ich samych. Obserwujemy jak Ann z już dorosłego, ale właściwie jeszcze dziecka, które doświadczyło być może pierwszych poważnych odrzuceń i to od razu z dwóch stron, nieco zagubionego i pogrążonego we własnej rozpaczy przeradza się powoli w dojrzałą kobietą, świadomą swoich pragnień i własnej wartości. Przyglądamy się temu jak Sue powoli godzi się z nieuchronnym upływem czasu, dostrzegając w powolnym starzeniu się nie tylko szereg wad, ale również zalety. Jak zaczyna Starą Kobietę w sobie nie tylko dostrzegać, podziwiać, ale wręcz pielęgnować.
Teraz, gdy wychodzę razem z Ann gdzieś, gdzie są ludzie – tak jak do knajpki dziś rano – to ona przyciąga spojrzenia, a ja poznaję smak niewidzialności. Odpychałam od siebie takie sytuacje, skrępowana, że w ogóle zwracam na nie uwagę, lecz dziś dokładnie przyjrzałam się własnym emocjom. I zdałam sobie sprawę, że to nie zazdrość. Czułam się raczej tak, jakbym przekazała pałeczkę młodości i zostało mi już tylko usiąść na uboczu**.
Podróże z owocem granatu to ukazanie wbrew pozorom bardzo trudnej relacji na linii matka-córka, długiego procesu docierania się, powolnego otwierania przed sobą. Początkowo dość zamknięte, skupione na sobie i raczej nie potrafiące zwerbalizować własnych problemów kobiety, wraz z upływem czasu oraz kolejnymi podróżami powoli zaczynają ze sobą rozmawiać. Naprawdę rozmawiać. Tak jak od zawsze powinny matka z córką.
Uświadamiam sobie, że wciąż próbuję określić granice. Jak ją kochać, nie wtrącając się. Jak się wycofać i pozwolić, by miała swój własny świat, jednocześnie pozostając jego częścią. Kiedy opowiada o swoich uczuciach, muszę siebie napominać, że robi to po to, bym o nich wiedziała, a nie brała się do naprawiania czegokolwiek***.
W trakcie kolejnych wypraw w kobietach budzi się też chęć stworzenia czegoś własnego. Do Ann z wolna dociera, że też chciałaby pisać, choć blokuje ją wciąż obawa związana z tym, że ludzie zaczną jej twórczość porównywać z twórczością już dość znanej matki-pisarki. U Sue natomiast rodzi się pomysł na powieść, powoli rozwijający się dzięki kolejnym spotykanym w różnych miejscach bodźcom, przez co mamy okazję przyglądać się powstawaniu chyba najbardziej znanej książki autorki – Sekretnego życia pszczół.
Ciekawe, czy tak wygląda nieprzemijająca historia każdego pisarza: znajduje prawdziwy płomień, traci go, odnajduje na nowo. I jeszcze raz***.
Jestem pewna, że tych, którzy znają i lubią powieści Sue Monk Kidd, nie trzeba namawiać do sięgnięcia po tę książkę, choć będzie ona dla nich pewnym zaskoczeniem. Chciałabym jednak, by po Podróże z owocem granatu sięgnęli również ci, którym nazwisko autorki jest zupełnie obce, bo to opowieść dla każdej matki, każdej córki, a przede wszystkim każdej kobiety.
Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor, Podróże z owocem granatu, Kraków, Wydawnictwo Literackie 2016
*s. 16
**s. 154
***s. 129-130
****s. 215