Dla pierwszej książki Michela Bussiego zarwałam noc, druga nie była już dla mnie aż takim objawieniem, ale zdecydowanie trzymała poziom, trzecia zaś… Cóż, zaczęła się ciekawie, ale później przez chwilę zaczęłam się zastanawiać czy nie okaże się zupełną klapą, po to, by na końcówce otworzyć szeroko oczy ze zdumienia. Tak, jeśli chodzi o wyprowadzenie czytelnika w pole, Czarne nenufary zdecydowanie biją poprzedniczki na głowę.

CzarneNenufary

Początkiem tej historii staje się morderstwo Jeroma Mordala, cenionego optyka, a jednocześnie znawcy sztuki, zajmującego się głównie dziełami Claude’a Moneta. To jednak tylko początek, bo choć rozpoczyna się śledztwo i choć przez całą książkę dążymy do rozwiązania tej zagadki, to prawda jest taka, że sama zbrodnia po kilkunastu stronach schodzi na dalszy plan, dla czytelnika zaś znacznie ważniejsze stają się historie trzech kobiet, które zdaje się łączyć jedynie miasteczko, z którego każda z nich usilnie stara się uciec. Najmłodsza – Fanette, jest uzdolnioną plastycznie dziesięciolatką, dla której drogą ucieczki mogłaby się stać wygrana w pewnym konkursie; Stephanie Dupain to miejscowa nauczycielka, zafascynowana dziełami Moneta, która nawiązuje namiętny romans z prowadzącym śledztwo inspektorem. Jest też kobieta, której imienia nie poznajemy do samego końca, najstarsza z nich, najbardziej doświadczona, nieco zmęczona, ale jednocześnie najbardziej zdeterminowana, zupełnie niewidzialna, a jednak widząca wszystko.

Jest morderstwo, jest śledztwo, ale brakuje u Bussiego tego napięcia związanego z chęcią odkrycia mordercy, ciężko mi więc zaliczyć Czarne nenufary do zwykłych kryminałów. Zresztą… ta książka jest niezwykła pod każdym względem. W dodatku im więcej szczegółów poznajemy, tym bardziej się we wszystkim gubimy, zamiast zbliżać się do rozwiązania zagadki, z każdą stroną coraz bardziej się od niej oddalamy. Może więc nie warto skupiać się na odkryciu tożsamości mordercy, a po prostu zatopić się w tym klimacie, skrupulatnie tworzonym przez autora. Bo choć Czarne nenufary są nieco chaotyczne, a podczas wędrówki przez Giverny częstokroć możemy czuć się zagubieni, warto jednak spędzić tam trochę czasu. Jestem pewna, że zakończenie usatysfakcjonuje każdego z czytelników.

Trzy historie, zgrabnie splecione w jedną całość, w których jednak rzeczywistość miesza się ze snem, z fantazją, a wyobraźnia często płata figle. Trzy kobiety, na pozór zupełnie różne, obce sobie tak bardzo, że bardziej już nie można, ale może to tylko gra pozorów, może łączy je więcej niż one same podejrzewają. Niebezpieczna miłość, ogromna namiętność, zazdrość prowadząca do zbrodni, a to wszystko w środku sennego miasteczka, w którym żył i tworzył Claude Monet. Miasteczka, w którego zakątkach niejednokrotnie można się zagubić. Panie Bussi, chylę czoła i czekam na kolejną książkę.

Michel Bussi, Czarne nenufary, Warszawa, Świat Książki 2015