Gdy pewnego wieczoru pod drzwiami Poli Michalak, pojawia się pewna kobieta, nikt jeszcze nie wie jak bardzo zmieni się życie ich obu. Sylwia Kalińska wiele lat temu została porzucona przez biologiczną matkę. Najpierw trafiła do pogotowia opiekuńczego, później pod opiekę Kaszmir, kobiety, która też niekoniecznie nadawała się na matkę. Dziś Sylwia jest dorosłą kobietą, cierpiącą na anemię aplastyczną i wierzącą w to, że jej życie może ocalić wyłącznie siostra-bliźniaczka, którą ledwo pamięta. Która właściwie może być wyłącznie wytworem jej wyobraźni. W jej odnalezieniu pomóc ma właśnie Pola Michalak, młoda dziennikarka, która nie tak dawno odeszła z pracy, z powodu tego, czego doświadczyła jako korespondentka w Syrii. Może jednak nie wszystko, czego chcemy powinno zostać odnalezione, może niektóre tajemnice nie są warte rozwiązania, może do niektórych spraw nie należy wracać, może zwyczajnie przeszłość należy zostawić w spokoju.

NajpiekniejszaNaNiebie

Dla smutku czas nie istniał. Sylwia kolejny raz czuła, jakby zagłębiała się w mulistą zimną wodę. To dziwne, ale im głębiej w nią wchodziła, tym stawało się bardziej oczywiste, że potrafi w niej oddychać*.

Najnowsza powieść Małgorzaty Wardy to opowieść przepełniona smutkiem, w której nie ma miejsca na jakiekolwiek happy endy. To opowieść o dwóch zagubionych kobietach pozbawionych przeszłości i niepotrafiących odnaleźć się w teraźniejszości. Jedna żyje właściwie bez rodziny, ale usilnie próbuje ją odnaleźć, druga we własnej rodzinie czuje się obca i poniekąd próbuje się od niej odciąć. Najpiękniejsza na niebie poza tematem adopcji czy śmiertelnej choroby, z którą Sylwia wciąż próbuje wygrać, bardzo mocno uwydatnia wątek macierzyństwa, pokazując dobitnie to, że być może nie każda kobieta zasługuje na to, by być matką. Że nie każda potrafi się w tym odnaleźć, że niektóre to zdecydowanie przerasta. Z zafascynowaniem możemy więc zaobserwować trzy relacje na linii matka-córka, jakie pojawiają się w życiu głównej bohaterki. Sylwia z biologiczną matką, której właściwie nie pamięta, Sylwia z matką adopcyjną, która też nie była wolna od wad i wreszcie Sylwia sama będąca matką, usiłującą nie popełniać błędów, których doświadczyła na własnej skórze.

Ze słowem >>matka<< powinny się kojarzyć ciepło, bezpieczeństwo i miłość. Ja nigdy tak nie czułam. Minęły lata, od kiedy ostatni raz wzięła mnie za rękę**.

Kolejny raz w powieści Wardy mamy przeplatanie przeszłości z teraźniejszością, akcja toczy się dwutorowo, właściwie na zmianę obserwujemy to, co dzieje się współcześnie oraz wydarzenia sprzed dwudziestu czy trzydziestu lat. Mamy też dwie historie: chorej, wręcz umierającej Sylwii, próbującej odnaleźć swoją przeszłość oraz Poli, zamykającej się coraz bardziej w sobie, broniącej się przed światem, usiłującej zapomnieć o tym, co ją spotkało. Narracja czasem się gdzieś urywa, momentami autorka miesza chronologię, gdzieś sygnalizowane są wątki, które zostaną rozwinięte dopiero dużo później, ale przy tym wszystkim książka jest niezwykle spójna i znów tworzy wrażenie powieści konstrukcyjnie bardzo mocno przemyślanej.

Mimo całego uznania dla kolejnej publikacji tej autorki, mam też jednak pewne zastrzeżenia. Otóż, Najpiękniejsza na niebie krąży znów wokół tematu adopcji, zagubienia, poszukiwania własnej tożsamości. Mam przez to wrażenie, że powstała poniekąd przy okazji pisania, nie tak dawno wydanych, 5 sekund do Io (a może było na odwrót), z wykorzystaniem informacji zbieranych do tamtej książki. Może też odrobinę zbyt szybko po niej weszła na rynek. Wydaje mi się, że przez to jest mniej naładowana emocjami, już nie porusza tak bardzo. I choć najnowsza powieść Małgorzaty Wardy nadal trzyma poziom i jest naprawdę bardzo dobrą książką, to czegoś mi w niej brakowało. Albo może zwyczajnie mam świadomość, że tę autorkę stać na wiele więcej…

Małgorzata Warda, Najpiękniejsza na niebie, Wołowiec, Black Publishing 2015

*s. 206

**s. 134