Ach, cóż to jest za książka! Jakże żałuję, że nie czytałam jej dziesięć, piętnaście lat temu, wówczas dziś mogłabym mówić: tak, Mała księżniczka to moja ulubiona książka z dzieciństwa! Ale, jak to mówią, lepiej późno niż wcale, więc cieszę się, że koniec końców powieść Burnett znalazła się w moich rękach.

Wychowywana w przepychu, ale nie rozpieszczona, siedmioletnia Sara Crewe zostaje oddana na pensję dla dziewcząt w Londynie. Mimo niechęci, jaką od samego początku wzbudza w dyrektorce – pannie Minchin, dzięki randze ojca, nadal traktowana jest jak księżniczka. Wbrew bogactwu, w jakim żyła od zawsze, właściwie niczym nie różni się od innych dziewczynek, z łatwością nawiązuje kontakty z resztą uczennic, z miejsca wzbudzając w nich sympatię. Jej sytuacja zmienia się drastycznie, gdy okazuje się, że kapitan Crewe nie żyje, a przed śmiercią stracił cały majątek, jakim dysponował. To sprawia, że z własnego saloniku Sara zostaje przeniesiona do zimnego pokoiku na strychu, stając się zwykłą posługaczką. Jednak nawet w tej sytuacji dziewczynka nie traci pogody ducha, a choć jej życie staje się nagle znacznie trudniejsze, w najgorszych momentach pomaga jej przetrwać niezwykła wyobraźnia i to, że dobrocią potrafi zjednać sobie każdego.

Przekaz płynący z powieści Burnett jest jasny i przejrzysty: znacznie ważniejsze od zasobności portfela jest to, co mamy w sercu i to, czym możemy podzielić się z innymi. Do łez wzruszyła mnie scena, w której Sara, sama będąc głodną, oddała swoje bułeczki dziewczynce, która wyglądała na znacznie bardziej potrzebującą. 

Cokolwiek się zdarzy – powiedziała sobie – jedna rzecz wszakże się nie zmieni. Choćbym była księżniczką w łachmanach, jednakże i wtedy potrafię zachować godność. Łatwo być księżniczką, gdy jest się odzianą w złociste szaty, ale znacznie większy triumf – pozostać nią nawet wtedy, gdy nikt o tym nie wie.*

Autorka podkreśla także wagę przyjaźni, pokazując, że to właśnie obecność bliskich, życzliwych nam osób, pozwala przetrwać nawet najgorsze chwile.

Mała księżniczka to niesamowita książka. Przewracając kolejne kartki byłam coraz bardziej zauroczona, oddawałam się lekturze i myślałam: och, będę to kiedyś czytać do snu mojej córce. Czytałam i czułam całą sobą, że to książka, która zajmie wyjątkowe miejsce na mojej półce i w moim serduchu, i że będę do niej wracać jeszcze nie raz.

Frances Hodgson Burnett, Mała księżniczka, Warszawa, Wydawnictwo Egmont 2014

*s. 166