Byłam zadowolona z poprzedniej książki Anny Starmach, więc jak tylko dowiedziałam się, że Pyszne 25 doczeka się nowej porcji przepisów, zaczęłam ich wyglądać, niecierpliwie przebierając nogami.

Tak, jak poprzednio, tak i teraz Starmach serwuje nam 70 różnych receptur na dania na słono i na słodko, oraz krótki niezbędnik, w którym znalazły się wskazówki na suszenie pomidorów, prażenie orzechów, czy kandyzowanie skórki pomarańczowej. Ostatnio bardzo narzekałam na zbyt wielką ilość różnego rodzaju past, kremów i ogólnie smarowideł, tym razem jest tego jakby mniej, bo wypatrzyłam chyba tylko dwie pasty (z bakłażana i jajeczną z tuńczykiem) oraz masło orzechowe i oliwkową tapenadę na dwa sposoby. Co poza tym? Kilka zup, kilka dań głównych, przepisy na babeczki i ciasteczka oraz kilka propozycji na śniadania. 

Kilka przepisów jest tak prostych, że aż banalnych i na spokojnie można by je było wykorzystać bez zaglądania do książki, bo raczej nikt nie powinien mieć problemów ze zrobieniem chociażby paczuszek z (gotowego) ciasta francuskiego ze szpinakiem. Ale przez to, że jednak się tu znalazły, stanowią swego rodzaju inspirację, przypomnienie, po którym zapala się lampeczka, z myślą aha! przecież miałam to kiedyś zrobić, dlaczego zapomniałam? Może właśnie teraz nadszedł dobry moment? 

W Pyszne 25. Nowa porcja przepisów znalazło się też kilka receptur bardzo łatwych, ale zupełnie mi dotąd nieznanych, które z pewnością wykorzystam w najbliższym czasie (np. minifrittaty z brokułami, quatre quarts – czyli najłatwiejsze ciastka na świecie). Chętnie spróbuję także babeczek z czekoladą i chili, ciasteczek maślanych (bo robiłam je już z kilku innych przepisów i jakoś wciąż nie mogę znaleźć tego swojego, który stuprocentowo by mnie zadowolił) oraz… absolutnego hitu, smaku mojego dzieciństwa, który zawsze wydawał mi się okropnie trudny i czasochłonny, a okazuje się, że nie powinien zająć wcale dużo czasu, czyli czekoladowych szyszek ryżowych!

Oczywiście, tak jak poprzednio, tak i tym razem na tytułowe 25 (minut, czy też złotych) trzeba spojrzeć z przymrużeniem oka, biorąc pod uwagę nasze własne tempo i różnicę w cenach produktów, w zależności od sklepów, w jakich je nabywamy. Jednakże, choćby czas i cena, zaproponowanych przez Starmach potraw, różniły się nieco od tych, które przygotujemy w zaciszu własnej kuchni, to jestem pewna, że różnić się będą one nieznacznie.

Tych, którzy byli zadowoleni z poprzedniej książki jurorki MasterChefa, raczej nie trzeba przekonywać do sięgnięcia po jej nową porcję przepisów, a myślę, że i tym razem się nie zawiodą. Tych niezdecydowanych zachęcam do tego, by chociaż przejrzeli tę książkę w księgarni, a może spodoba im się na tyle, że wezmą ją ze sobą do domu. Ci zaś, którzy od początku zżymali się na autorkę… no cóż, pewnie i tak nie dadzą się przekonać, więc niechże zżymają się dalej.

Smacznego!

Recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

Anna Starmach, Pyszne 25. Nowa porcja przepisów, Kraków, Wydawnictwo Znak 2014