Okropnie trudno pisze się o książkach, które robią takie wrażenie. Za każdym razem mam ogromny problem ze znalezieniem słów, które oddałyby wszystkie emocje towarzyszące mi podczas lektury… Efekt? Nie mam pojęcia jak opowiedzieć o Uśpionym głosie, co o nim napisać, jak przekazać to, co kotłowało się w mojej głowie, jak oddać wzruszenie, które raz za razem chwytało mnie za gardło. Uśpiony głos czytałam długo, ale o wiele więcej czasu zajęło mi zabranie się do tego, by napisać chociażby kilka zdań.

UspionyGlos

Hortensia jest w ósmym miesiącu ciąży. Przebywa w więzieniu. Czeka na wykonanie kary, które zostało odroczone do czasu rozwiązania. Hortensia wkrótce ma umrzeć. Tak właściwie zaczyna się ta powieść. Tym jednym zdaniem. Kobieta, której było pisane zginąć, miała na imię Hortensia*. Czym może zainteresować nas autorka, która już na początku zdradza zakończenie? Szczerością, ogromnym zaangażowaniem, bezpretensjonalnością, pracą włożoną w napisanie tej książki i pokazanie tego, o czym nikt nie chciał mówić.

Uśpiony głos nie jest historią Hortensi. Ani Pepity, jej siostry, przebywającej poza murami więzienia i trochę nawet wbrew sobie angażującej się w walkę. Ani Elwiry. Ani Tomasy. Ani Reme… A przynajmniej nie tylko ich. To historia wielu hiszpańskich kobiet, które przeżyły piekło wojny domowej i musiały milczeć wtedy, gdy jedynym pragnieniem było wykrzyczeć swój ból. Dulce Chacón przez kilka lat słuchała głosu kobiet, które przeżyły to, co bohaterki jej książki, na podstawie ich opowieści stworzyła własną. Wiele z tego o czym pisze, zostało przez nią ponoć mocno złagodzone, a mimo tego historia hiszpańskich róż zaskakuje, przeraża, bulwersuje, wzrusza. Sprawia, że bezsilnie zaczynamy zaciskać pięści, w oczach stają łzy i sami mamy ochotę krzyczeć.

To książka, która robi ogromne wrażenie, porusza w czytelniku najczulsze struny, sprawia, że o losach jej bohaterów myślimy jeszcze na długo po zakończeniu lektury. Największą siłą tej powieści jest styl, jakim została napisana. To pozornie krótkie, proste zdania, ale każde z nich uderza w czytelnika z ogromną mocą. Chacón bardzo często stosuje czas przyszły, wiemy więc co zdarzy się za chwilę, za kilka dni, za jakiś czas, a mimo to za każdym razem mamy nadzieję, że może tym razem się pomyliła. Wraz z jej bohaterkami przeżywamy kolejne dni, czujemy ich strach, ich niepewności, razem z nimi kochamy, tęsknimy, mamy marzenia, plany i nadzieję. Chyba właśnie szczególnie tą nadzieję. Na to, że wszystko skończy się inaczej, lepiej, że więcej ofiar tej wojny już nie będzie, że te, które znalazły się za kratkami, czasem z naprawdę błahych powodów, zdołają zza nich wyjść nim będzie za późno. Zanim ktoś je rozstrzela, zanim umrą ci, do których miały wrócić, zanim ich dzieci czy wnuczęta urosną na tyle, by zdołały je jeszcze rozpoznać.

Posłuchajcie ich uśpionego głosu, a nigdy już o nim nie zapomnicie.

Dulce Chacón, Uśpiony głos, Warszawa, Wydawnictwo Marginesy 2014.

*s. 9