Każdy z nas ma chwile zwątpienia. Czasem krótsze, czasem dłuższe, a czasem zwątpienie jest tak silne, że całe nasze życie zaczynamy kierować w zupełnie inną stronę.

Elsa od zawsze chciała zostać… księdzem. Jej wiara w Boga była tak mocna, że, jak się wydawało, nic nie jest w stanie jej zniszczyć. A jednak… trzy razy odwróciła się od tego, w co tak mocno wierzyła. Raz, gdy jako mała dziewczynka, pełna ufności i nadziei, w brutalny sposób została wyrzucona z kościoła. Drugi, gdy już będąc kobietą u progu dorosłości, Bóg odebrał jej tego, którego najbardziej kochała, doszczętnie niszcząc to, do czego tak mocno dążyła. Poznajemy ją w chwili trzeciego zwątpienia, gdy, już jako pastor, zaczyna się obwiniać o zło, przed którym nie była w stanie ustrzec dziewczynki ze swego zboru. Czy i tym razem uda jej się odzyskać wiarę? 

Nie lubię książek, w których zbyt mocno zarysowuje się tematykę religijną. To sprawiło, że do Sposobu na happy end podeszłam trochę nieufnie, bojąc się, że mimo całej sympatii do autorki, nie dam rady przez to przebrnąć. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że z całej palety wątków pobocznych najbardziej wciągnął mnie właśnie ten dotyczący… katolickiego księdza! Księdza, który w imię czegoś, o co przecież nigdy nie zabiegał, o co wcale się nie prosił, nagle musi zrezygnować z największej miłości, z wielu tak bardzo ludzkich odruchów, ze swoich pragnień i marzeń o założeniu rodziny, posiadania pięknej żony czy gromadki dzieci. To właśnie, mimo wszystko, historia Joaquina wzruszyła mnie najbardziej. 

Ale w Sposobie na happy end pojawi się też wiele innych wzruszających wątków, bo O’Neal kolejny raz bardzo mocno skupia się na relacjach międzyludzkich.

Żona nagle opuszczona przez męża, która zostaje pozbawiona nie tylko tego, czego od zawsze była pewna, ale i wszelkich środków do życia. Córka, która, być może, będzie musiała ponieść zbyt wielką zapłatę za błędy ojca. Samotna matka, która ledwie wiąże koniec z końcem. Mały chłopiec, który musi wychowywać się bez ojca. Alkoholik, któremu udało się wyjść z nałogu, choć zrobił to o jeden krok za późno. Te wszystkie historie splatają się w jedną, idealnie dopasowaną całość. Oczywiście już sam tytuł wskazuje na to, jakiego zakończenia możemy się spodziewać, ale O’Neal na tych kilkuset stronach, nie szczędzi swoim bohaterom smutku, bólu i rozczarowań.

Bardzo podobało mi się, że, mimo tematyki, jaką sobie wybrała, O’Neal w żaden sposób nie stara się czytelnika przekonać do jednej słusznej religii. Owszem, bardzo mocno skupia się na religii katolickiej, ale też wielokrotnie, ustami swoich bohaterów, podkreśla, że nie jest ważne, w co się wierzy, że to, co gdzieś tam jest niekoniecznie musi być chrześcijańskim Bogiem. Wierzę w coś. Coś dobrego. Nie jestem pewien, jak to nazwać, ale zdarzyły mi się rzeczy, których nie potrafię wyjaśnić inaczej, niż wierząc, że coś gdzieś nade mną czuwa.*

Choć podobnie jak w poprzednich książkach O’Neal także w Sposobie na happy end znalazły się przepisy kulinarne, to tym razem zamieszczono je na samym końcu książki, co mnie bardzo cieszy, bo dzięki temu nie rozpraszają uwagi podczas czytania, a po skończonej lekturze łatwo można do nich zajrzeć. Również samo jedzenie zostało w przypadku tej powieści potraktowane zupełnie inaczej. Mam wrażenie, że w poprzednich powieściach autorki wspólne spożywanie czy przygotowywanie posiłków miało ogromną, czasem nawet terapeutyczną moc. Tym razem też jest ważne, ale częściowo zostało zastąpione także wspólną pracą w ogrodzie, spotkaniami w kościele i tworzeniem w ten sposób pewnej zamkniętej, nierozerwalnej wspólnoty, w której jedno bez drugiego nie istnieje. W której zawsze można na siebie liczyć.

Książki Barbary O’Neal powoli stają się dla mnie gwarancją dobrze spędzonego czasu. Są wciągające, odprężające (ale nie odmóżdżające!) i świetnie sprawdzają się w perspektywie długiego wieczoru przy pysznej herbacie. Natomiast Sposób na happy end dla wielu czytelników może się stać całkiem szczęśliwym początkiem. Początkiem znajomości z tą autorką. A wkrótce może i przyjaźni?

Recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

Barbara O’Neal, Sposób na happy end, Kraków, Wydawnictwo Literackie 2013.

*s. 282