Od zawsze uważam, że choroba Alzheimera to najgorsza, najbardziej przerażająca forma odejścia. Nagle zostają ci zabrane wszystkie, pielęgnowane przez lata wspomnienia. Zapominasz powoli swoich bliskich, przez całe życie tak bardzo kochanych. Nie poznajesz ich, tak dobrze znane twarze przestają ci się z czymkolwiek kojarzyć. Zapominasz o sobie, zapominasz o innych, zapominasz jak żyć. Nie masz żadnych szans, by samemu chronić się przed tym, co nieuniknione.
Alzheimer nie jest dostrzegalny na pierwszy rzut oka. Zaczyna się nieporoznie. Czasem wręcz niezauważalnie, bo przecież nie ma nic dziwnego w tym, że zdarza nam się zapomnieć gdzie odłożyliśmy klucze, nie pamiętać o umówionym dużo wcześniej spotkaniu czy zostawiać w widocznych miejscach karteczki przypominające nam o czymś ważnym. To normalne, prawda? I może właśnie dlatego nagłe uderzenie choroby z pełną mocą wywołuje aż taki szok.

To okropne! Dopiero, gdy okazuje się, że nie można już bardzo bliskiego człowieka o nic zapytać, zaczynamy zdawać sobie sprawę, jak wiele jeszcze mamy do niego pytań. Ale wtedy jest już za późno.*
Nie zapomnij mnie to wzruszająca relacja dziecka, które musi patrzeć na powolne odchodzenie swojej matki. To obraz rodziny, która musi podjąć decyzję, a jakakolwiek by ona nie była, w każdym wypadku będzie zła. Walczyć z chorobą, która od początku jest na wygranej pozycji czy pozwolić odejść tej, którą tak bardzo się kocha? Patrzeć na cierpienie najbliższej osoby czy pogodzić się z tym, że już nigdy jej nie zobaczymy? To niezwykle trudne pytania, kwestie niezwykle delikatne. To sytuacja, z której nie ma dobrego wyjścia…
Właściwie już od dawna Gretel nie żyje dla siebie, tylko dla nas, którzy gromadzimy jeszcze wspomnienia. Opiekujemy się nią i pielęgnujemy jak piękną roślinę, chroniąc ją przed uschnięciem. Czy możemy pozwolić, by ten kwiat całkiem zmarniał?**
Mimo całego smutku wiążącego się ze stratą, udało się Sievekingowi opisać chorobę swojej matki ze swego rodzaju lekkością, z ciepłem, z nadzieją, a momentami nawet i z humorem. Nie ma tu nadmiernej ckliwości, nie ma melodramatycznych chwytów, które autor z łatwością mógłby wykorzystać. A jednak jestem pewna, że Nie zapomnij mnie poruszy każdego czytelnika. Może właśnie dzięki temu, że relacja Sievekinga jest prosta, momentami może nazbyt sucha, ale dzięki niezwykle szczera i bezpretensjonalna.
Z ogromną przyjemnością obejrzę film pod tym samym tytułem.
David Sieveking, Nie zapomnij mnie, Warszawa, Drzewo Babel 2013.
*s. 196
**s. 221