Po śmierci matki Sage Singer szuka ukojenia na spotkaniach Pomocnych dłoni, grupy wsparcia osób pogrążonych w żałobie. Strata to nie tylko śmierć, a żałoba ma wiele postaci*, więc i ludzie, którzy na nie przychodzą są zupełnie różni, zmagają się z różnymi problemami, czasem, wydawać by się mogło, zupełnie błahymi. Wśród nich jest również Josef Weber. Mężczyzna, który pewnego dnia prosi Sage, aby pomogła mu umrzeć.  

Josef Weber. Miły starszy pan. Świetny nauczyciel. Człowiek cieszący się szacunkiem wśród lokalnej społeczności. Czy to w ogóle możliwe, że w przeszłości dopuścił się czegoś złego? Że całe jego życie zostało zbudowane na kłamstwie? Że nawet żona, najbliższa mu przecież osoba, nie znała całej prawdy? Wreszcie, że ma ręce splamione krwią? Ilu ludzi z przeszłością, której nigdy nie chcielibyśmy poznać, mogłoby się kryć w naszym własnym otoczeniu? Przecież zła nie da się rozpoznać. 

Właśnie o tym między innymi pisze Picoult w swojej najnowszej powieści. Zło tkwiące w człowieku rzadko kiedy jest widoczne na pierwszy rzut oka. Ono wypełza na wierzch powoli, w sprzyjających okolicznościach, po to, by w końcu zawładnąć człowiekiem w całości. I są takie winy, których za nic nie da się wymazać. W każdym z nas jest potwór i w każdym z nas jest święty. Pytanie tylko, któremu damy pierwszeństwo, który pokona drugiego.* 

Czyny, których nie da się wybaczyć. I to nie dlatego, że nie potrafimy tego zrobić, ale po prostu nie mamy do tego prawa. W końcu kto może ocenić człowieczeństwo drugiej osoby? Kto potrafiłby zbadać w niej zawartość pierwiastków dobra i zła? Jak można je w ogóle rozgraniczyć? Położyć na wadze, zastanawiając się, która część naszego życia decyduje o jego jakości. Czy jeden dobry uczynek może przeważyć na naszą korzyść? A czy jeden zły jest w stanie zabić w nas ludzkie odruchy? I kogo błagać o przebaczenie, jeśli to my dopuścimy się rzeczy, które do końca dni będą wzbudzać nasze wyrzuty sumienia?

Każdy z bohaterów Picoult posiada swego rodzaju blizny. Czasem są one widoczne na pierwszy rzut oka, czasem schowane bardzo głęboko, ale w każdym przypadku są to znamiona, których za nic nie można się pozbyć. Które dzień za dniem przypominają im o tym, o czym tak bardzo chcieliby zapomnieć.

Gdybyś musiała spakować do walizki całe życie – nie tylko praktyczne drobiazgi w rodzaju odzieży, ale wspomnienia utraconych bliskich oraz dziewczyny, którą kiedyś byłaś – co byś zabrała? Ostatnie zdjęcie matki? Prezent urodzinowy od przyjaciółki – własnoręcznie wyszytą przez nią zakładkę do książki? Bilet z cyrku, który odwiedził miasto przed dwoma laty, a ty z zapartym tchem patrzyłaś z ojcem na latające w powietrzu panie błyskające klejnotami i śmiałka, który włożył głowę w paszczę lwa? Czy zabrałabyś je, aby czuć się jak w domu, gdziekolwiek się znajdziesz, czy aby pamiętać, skąd pochodzisz?

Najmocniejszą stroną powieści jest z pewnością relacja Minki, babci Sage. Kobiety, która przeżyła Holocaust, która przeszła piekło i nigdy nie chciała do niego wracać, nawet za sprawą wspomnień. Dziewczynki, która straciła rodzinę, walczyła o każdy kawałek chleba, w końcu trafiła do obozu, gdzie musiała patrzeć na rzeczy, których żadne dziecko, żaden człowiek oglądać nigdy nie powinien. Których nigdy nikt nie powinien przeżyć. 

Z historii wynika, że wojna pochłonęła sześć milionów Żydów. Jeśli nie było Holocaustu, dokąd poszli? – Potrząsa głową. – Świat niczego się nie nauczył. Rozejrzyj się. Nadal mamy czystki etniczne. Dyskryminację. […] Byłam pewna, że przeżyłam po to, aby coś takiego nigdy już się nie zdarzyło, ale chyba się myliłam. Bo to się wciaż dzieje, Sage. Każdego dnia.* 

To, co zostało robi niesamowite wrażenie. Picoult znów porusza trudny temat, wywołuje łzy współczucia i bezsilności, pozostawiając nas z pytaniami, na które nie da się odpowiedzieć. Przy tym posługując się prostym językiem sprawia, że książka wciąga nas od pierwszych stron, wsiąkamy w tą historię niemal niezauważalnie, zapominamy o tym, co dookoła. Najmocniej zaś uderza w czytelnika fakt, że to, o czym pisze autorka, to przecież nie fikcja, choć fikcyjni są jej bohaterowie. 

Recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

Jodi Picoult, To, co zostało, Warszawa, Prószyński i S-ka 2013.

*s. 15

*s. 139

*s. 333

*s. 158-159