Patrzę na tytuł i myślę sobie, że ta powieść nie mogła dostać lepszego. Dlaczego ona? to pytanie, dotyczące zarówno żony, jak i kochanki, które wielokrotnie mogłoby paść z ust każdego z bohaterów tej książki. I na które za każdym razem ciężko znaleźć odpowiedź. Przynajmniej do czasu.

Nowakowie. Jedno z najpospolitszych nazwisk, jakie mogła wybrać autorka. Jestem pewna, że zrobiła to specjalnie, by udowodnić, że to wszystko mogło zdarzyć się każdemu.
Małgorzata i Krzysztof poznali się przypadkiem, pobrali z rozsądku, ale w gruncie rzeczy udało im się stworzyć całkiem zgraną parę. Od początku połączyła ich namiętność, w międzyczasie nawet pojawiła się miłość, no i trójka cudownych dzieci, które, jak się wydawało, złączyły ich na zawsze. Wydawało się, bo nagle zaczęły się pojawiać także zwykłe, codzienne problemy, rozczarowania, marzenia, których nigdy już nie będzie można zrealizować. A także ta trzecia, która zmieniła wszystko.
Naszym życiem rządzą przypadki i w powieści Barbary Sęk jest to bardzo dobrze widoczne. Poznanie kogoś, kogo w innych okolicznościach nigdy byśmy nie poznali. Niespodziewana ciąża, która musi zmienić nasze życie, bez względu na to czy zdecydujemy się ją usunąć czy utrzymać. Małżeństwo z obowiązku. Miłość pojawiająca się zbyt późno. Odejście kogoś, kto miał być zawsze. Choroba pojawiająca się znikąd. Wybór życiowej ścieżki, z której czasem trzeba zejść i zacząć iść pod prąd, żeby zrealizować to, czego naprawdę chcemy. Wydaje nam się, że jesteśmy panem swego losu, a jednak czytając Dlaczego ona? często przychodziło mi na myśl, że wcale nie kierujemy naszym życiem. To ono kieruje nami. A my tylko szukamy szczęścia. Bardzo często tam, gdzie wcale go nie ma i gonimy, gonimy, gonimy, choć sami chyba nie do końca wiemy za czym.
Mocną stroną powieści Dlaczego Ona? są z pewnością jej bohaterowie. Bardzo wyraziści, w różnych odcieniach szarości, z całą paletą wad i zalet. Tak bardzo ludzcy, tak momentami słabi i bezbronni. Przez kilka dni żyłam ich życiem, całkowicie nim pochłonięta. Czasem się śmiałam, czasem płakałam i wściekałam się. Wściekałam, jak cholera, na każdego z osobna i wszystkich razem, a najbardziej na samą siebie, za to, że mimo wszystko tak mocno im współczuję.
Dramat rozgrywający się pomiędzy żoną i mężem, zdrada, wypalająca się miłość, to nie jest sprawa dotycząca tylko dwójki głównych zainteresowanych. To za każdym razem dotyka każdego z ich zarówno bliższego, jak i dalszego otoczenia. Kochanki, która choć chciałaby ułożyć sobie życie na nowo, wciąż żyje ze świadomością rozbicia rodziny i tego, że niezależnie od wszystkiego, zawsze będzie tylko tą drugą. Dzieci, które stają nagle na rozdrożu, nie wiedząc, w którą stronę się zwrócić. Rodziców, którzy zastanawiają się nad tym, co zrobili nie tak i czy mogli pomóc, wtedy gdy wszystko dopiero zaczynało się sypać. Znajomych, często wspólnych, którzy nie wiedzą, jak się zachować. Współpracowników, którzy udają, że o niczym nie wiedzą, plotkując za plecami. Sąsiadów, którzy wygodnie odwracają wzrok. To wszystko udało się autorce doskonale oddać.
W pewnym momencie z ust Moniki padają słowa, że żeby stać się żoną, nie wystarczy wziąć ślub i zyskać nazwisko*. Naprawdę ciężko się nie zgodzić. Barbara Sęk poprzez swoich bohaterów udowadnia, że małżeństwa nie buduje się w ciągu paru miesięcy, nazwisko często może nie mieć znaczenia, a wspólne życie to nie bajka, którą utkamy ze swoich marzeń i wyobrażeń. Nie da się przekreślić dwudziestu lat wspólnego życia w jeden dzień i nagle zacząć je od nowa przy boku kogoś zupełnie innego.
To mogłaby być naprawdę świetna powieść. Jest przemyślana, na swój sposób oryginalna, a przy tym też bardzo wiarygodna, mocna, gorzka, dająca do myślenia. Tyle, że jest też mocno niedopracowana, przez co, choćbym chciała, za świetną uznać jej nie mogę.
Przeszkadzał mi mocno brak jakichkolwiek przejść pomiędzy poszczególnymi fragmentami (choćby w postaci gwiazdek czy większego światła), szczególnie w momentach retrospekcji, bo za każdym razem potrzebowałam dłuższej chwili, żeby załapać, że cofnęliśmy się w czasie. Doprowadzało mnie to do szału. Prawie tak mocno, jak maleńka czcionka, przez którą prawie uwierzyłam, że mogę oślepnąć w przeciągu kilku dni. Do tego niestety liczne powtórzenia, literówki, które zmieniają sens słów i przecinki, które zmieniają sens zdań oraz nieco kwadratowe dialogi, na których zresztą oparta jest znaczna część książki. Owszem, to są błędy autorki i można winić za to tylko ją, ale w moim odczuciu są to jednocześnie błędy, które chociaż pobieżna redakcja mogłaby w większości wyeliminować i szkoda, że tej redakcji książce poskąpiono, bo niestety wiele na tym straciła. W pewnym momencie nawet wróciłam do strony redakcyjnej przekonana, że redakcji żadnej nie było. Była. No cóż…
I tak, jak bardzo chciałabym tę książkę polecić ze względu na fabułę, tak sposób, w jaki została napisana i niedbałość, z jaką została wydana, niestety mi na to polecenie nie do końca pozwalają. Szkoda.
Barbara Sęk, Dlaczego ona?, Zakrzewo, Replika 2012.
*s. 407