…trzeba naprzód iść, ale nie lecieć, jak pies z wywieszonym językiem, bo i tak nie dogonisz wszystkich książek, nie poznasz i nie przetrawisz wszystkiego.
Nie pamiętam już nawet jak długo szukałam tych książek i ciężko mi określić jak bardzo żałuję, że nie kupiłam sobie choć tej pierwszej części wtedy, gdy została ona wznowiona. Chciałabym więc w tym miejscu serdecznie podziękować Kate, która, gdy byłam już totalnie zdesperowana, zechciała mi je pożyczyć, śląc je zresztą aż z Londynu. Mam nadzieję, że kiedyś, w jakiś sposób zdołam się odwdzięczyć :).

Przyślę panu list i klucz to zabawne perypetie rodziny totalnie zaczytanej, opowiadane z perspektywy najmłodszej z panien córek, czyli Zosi, uparcie zwanej (Balla)Dyną, czy też Dynią, złośliwie przez siostrę Alinę. To taka rodzina, w której chyba każdy z moli książkowych chciałby się chować albo móc choć przez chwilę znaleźć w ich domu, gdzie książki zajmują absolutnie najważniejsze miejsce, rozmowy prowadzone są w formie wymiany cytatów z ulubionych powieści i gdzie codziennie, przy śniadaniu, rozgrywa się niemal krwawa walka o cukierniczkę, stanowiącą najlepszą podpórkę do czytanych przy posiłku lektur.
W żaden sposób nie przeszkadzało mi to, że większość przytaczanych przez Pruszkowską powieści, znam co najwyżej z tytułu. Myślę, że nawet zupełna ich nieznajomość nie przeszkodziłaby mi w zaśmiewaniu się momentami do łez.
Chyba do końca życia zapamiętam i jeszcze na łożu śmierci przypomnę sobie fragment z Trędowatą w roli głównej, przy którym dosłownie zalałam się łzami, ryczałam jak ta głupia razem z Dyną i to bynajmniej nie z rozpaczy, nie z tęsknoty za zmarłą Stefcią, ale ze śmiechu tylko i wyłącznie. A potem czytałam ten fragment mnóstwo razy wszystkim naokoło, zaśmiewając się wciąż i wciąż ile wlezie.

Życie nie jest romansem, ale… to dalsze losy dorosłych już panien córek. Odrobinę może mniej zabawne, nieco mniej związane z czytaniem, bo osadzone w czasach wojny, która nie szczędziła przecież nikogo. Nie uświadczymy tu jednak ani odrobiny martyrologii, tak chętnie przecież wykorzystywanej przez różnych autorów, przy okazji najmniejszego bodaj nieszczęścia. Nie, Pruszkowska nawet o ciężkich czasach pisze w sposób lekki i zabawny, bo przecież nawet wtedy zdarzały się rzeczy, które wiele lat po zakończeniu wojny można było wspominać ze szczerym uśmiechem na ustach.
Świetne książki. Ciepłe, zabawne, napisane piękną polszczyzną. Myślę, że dla miłośników czytania to zdecydowanie pozycje obowiązkowe.
Maria Pruszkowska, Przyślę Panu list i klucz, Kraków, Wydawnictwo Formicula 2003.
Maria Pruszkowska, Życie nie jest romansem, ale…, Gdynia, Wydawnictwo Morskie 1967