Niespodziewany trup, najnowsza powieść Małgorzaty J. Kursy zapewne trafi do gustu wielu czytelników. Niestety, dla mnie okazała się zwykłym przeciętniakiem. A ja książek przeciętnych, w przypadku których właściwie nie ma się czego przyczepić, ale też i nie ma czego chwalić, naprawdę wyjątkowo nie lubię.

Gdy Luiza, niezbyt lubiana dziennikarka Echa Kraśnika, staje się świadkiem rozmowy, której nikt nie powinien usłyszeć, wydaje jej się, że będzie w stanie odmienić swoje życie. I nawet zorganizowany niedługo po tym napad na bank, choć mógłby okazać się doskonałym tematem na obszerny artykuł, zdaje się w żaden sposób nie zaprzątać jej głowy. Może dopiero tytułowy niespodziewany trup byłby w stanie jakoś zwrócić jej uwagę…

Tyle właściwie o fabule, co by nie zdradzać za dużo z tego wątku kryminalnego, bo czytelnik i tak bardzo szybko przewidzi jego zakończenie. Poza policyjnym dochodzeniem, i dochodzeniem redakcyjnym, jest w Niespodziewanym trupie kawałek romansu z wielką miłością na czele, która do granic możliwości rozwija się w kilka dni dosłownie. Jak każda wielka miłość przecież. Jest też dziecko wychowywane przez samotną matkę, obsesyjnie poszukujące dla siebie odpowiedniego tatusia. Dziecko, które mogłoby w zasadzie złapać czytelnika za serducho i jakoś na własnych malutkich barkach dźwignąć całość książki do góry, gdyby nie nad wiek rozwinięta inteligencja, która w żaden sposób nie współgra ze słodką, pięcioletnią, sepleniącą buźką.

Przeokropnie denerwowały mnie zdrobnienia imion stosowane przez autorkę. O ile jeszcze w przypadku dziecka, Ewunia brzmi całkiem ładnie, o tyle Anusia czy Pawełek w odniesieniu do dorosłych ludzi już nie brzmi w ogóle. Niestety.

Niestety też, mimo oczekiwań i tego, czego się o powieściach Kursy naczytałam, nie zaśmiewałam się przy tej powieści do łez. Właściwie… nie zaśmiewałam się wcale. Kilka uśmiechów w trakcie lektury, kilka prychnięć pod nosem i to wszystko. Może należę do tych wiecznie niezadowolonych ponuraków, co to, według okładki, nie dla nich ta książka. A może zwyczajnie to nie jest mój typ humoru.

Główną wadą Niespodziewanego trupa jest dla mnie jednak to, że to powieść okrutnie nijaka. Choć napisana poprawnie, nie wyróżnia się niczym na tle wielu innych. Żaden z wątków nie przykuwa uwagi na dłużej, żaden z bohaterów nie wzbudza zainteresowania. Fabuła jest nieskomplikowana i absolutnie nie wymaga nadmiernego wytężania szarych komórek, co z jednej strony sprawia, że całość czyta się szybko, łatwo i przyjemnie, ale z drugiej, mam wrażenie, że równie szybko i łatwo się o niej zapomina. Ot, czytadło, które można potraktować raczej jako przerywnik pomiędzy innymi książkami niż powieść, która miałaby nas całkowicie pochłonąć.

Recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

Małgorzata J. Kursa, Niespodziewany trup, Warszawa, Wydawnictwo Prozami 2013.

***

To, że mi się średnio podobało nie znaczy jednak wcale, że nie może się szalenie spodobać komuś innemu, dlatego… chętnie oddam książkę w dobre rączki. Tylko dobre. Na zgłoszenia, pod tą notką czekam do przyszłej niedzieli (2.06) :))

WYNIKI 3.06

Dziękuję za wszystkie zgłoszenia, trup zaś, mam nadzieję, że tylko w postaci książki, trafi do Iwony – proszę o przesłanie adresu na mojego maila.