
Jak zwykle bohaterkami swojej powieści Chamberlain uczyniła garstkę kobiet, których losy w pewien nierozerwalny sposób postanowiła ze sobą połączyć. Kolejny raz, co bardzo u niej cenię, pozwoliła nam spojrzeć na opisywane wydarzenia, z perspektywy właściwie każdej ze swoich bohaterek.
Tara jest nauczycielką, która potrafi nawiązać doskonały kontakt z własnymi uczniami, jednocześnie nie potrafiąc dogadać się z Grace, swoją nastoletnią córką. Odkąd jej mąż zginął w wypadku samochodowym jest jej z tym coraz ciężej, bo zamiast wspierać się nawzajem Tara i Grace wciąż się od siebie oddalają. Emerson to pozornie szczęśliwa kobieta z wyrozumiałym mężem i prawie idealną córką przy boku. To ona porządkując rzeczy po zmarłej przyjaciółce, natrafia na list, który na zawsze odmieni życie jej i Tary. Anna dzień za dniem musi samotnie zmagać się z chorobą swojej córki, która, jeśli nie uda się znaleźć dawcy szpiku na czas, może nie dożyć kolejnych urodzin.
Najbardziej fascynującą, może przez to, że też najmniej poznaną i jakby jednak nieobecną bohaterką, jest jednak tytułowa Noelle. Noelle, która od dziecka, zafascynowana tym, co robi jej matka postanowiła zająć się dokładnie z tym samym. Noelle, która od dziecka chciała pomagać innym. Noelle, która okazała się adoptowanym dzieckiem. Noelle, której choć była tego blisko, nigdy nie pozwolono poznać jej biologicznych rodziców. Noelle, która mogła być tylko obserwatorem szczęśliwego życia swoich przyjaciółek, nigdy nie zaznając tego samego. Noelle, która nie wiadomo dlaczego, pewnego dnia postanawia się zabić.
Mimo wszystkiego czego się dopuściła było mi jej ogromnie żal. To musi być straszny ból, przeżywany z każdym dniem na nowo i na nowo, kiedy będąc wśród najbliższych osób, wśród przyjaciół, którzy mogliby zrobić dla siebie wszystko, uświadamiasz sobie, że tak naprawdę jesteś niewiarygodnie samotna. Że sama musisz sobie radzić, z tym co rodzi się w tej głowie. Że nikomu nie możesz powiedzieć o tym co się stało, ze strachu przed nienawiścią, wstydem, całkowitym wyobcowaniem. To musi być wielki ból, gdy ludzie patrzą na ciebie z szacunkiem i z podziwem, gdy wielu bierze cię za wzór do naśladowania, a ty masz na sumieniu coś tak strasznego, że nigdy nie przestajesz myśleć o tym jak bardzo na ten podziw nie zasługujesz. Było mi też żal Noelle z powodu jej utraconej miłości. Chociaż czy można mówić o utraceniu czegoś, czego się tak naprawdę nigdy nie miało? Było mi jej żal ze względu na to, że gdy już chciała, gdy mogła, gdy dorosła do tego, by ułożyć sobie życie po swojemu, może nie najlepiej, ale bezpiecznie i wygodnie, stało się coś co te jej plany raz na zawsze przekreśliło.
Mam wrażenie, że tym razem Chamberlain postanowiła skupić się na temacie żałoby, którą opisała pod chyba każdym możliwym kątem. Jest tu utrata męża, z którym wiodło się, choć nie idealne to jednak bardzo szczęśliwe życie. Utrata, po której nie można się odnaleźć. Utrata członka rodziny, po której dwie osoby żyjące pod tym samym dachem nie potrafią dać sobie rady bez tej brakującej, trzeciej. Utrata, która za każdym razem, gdy odnajduje się pozornie nic nie znaczące drobiazgi przyprawia nas o ten sam ból. Mamy tu też samobójstwo przyjaciółki, zupełnie niespodziewane, rodzące mnóstwo pytań, czasem pytań, które mimo wszelkich starań muszą pozostać bez odpowiedzi. I wreszcie mamy utratę dziecka, w każdym możliwym momencie naszego i jego życia. W każdy możliwy sposób. Od poronienia, przez porwanie aż do ryzyka śmierci z powodu nieuleczalnej choroby. Z każdą z tych strat ciężko jest się pogodzić, po każdej ciężko się podnieść i jakoś żyć dalej.
Kolejny raz pozwoliłam Chamberlain wciągnąć się do stworzonego przez nią świata. Kolejny raz, niemal podświadomie, zaczęłam utożsamiać się z jej bohaterami, odczuwając wszystkie ich lęki i niepewności. Kolejny raz, choć gdzieś tam z tyłu głowy pobrzmiewała mi myśl o sporej przewidywalności, przewracałam kartki z prędkością światła. Kolejny raz, choć wcale nie chciałam jej kończyć, powieść Chamberlain pochłonęłam w kilka godzin, bo nie mogłam się zmusić do tego, by zwolnić. Nawet jeśli bardzo bym chciała, a uwierzcie nie chcę wcale, nic nie potrafiłabym poradzić na to, że uwielbiam prozę tej autorki i po każdą jej kolejną książkę sięgać będę z wielką, niekłamaną przyjemnością.
Diane Chamberlain, Tajemnica Noelle, Warszawa, Prószyński i S-ka 2012.