Nieważne jakiej będzie płci, ważne żeby było zdrowe. Która kobieta w ciąży nie wypowiedziała tego zdania chociaż raz? Który mężczyzna oczekujący potomka tak nie pomyślał? A co jeśli los postanawia zesłać nam niespodziankę… z którą zupełnie nie potrafimy sobie poradzić?

Taką niespodziankę los zesłał państwu Hampton. Córeczkę, o której marzyli… z małym dodatkiem w postaci choroby, z którą początkowo, zwłaszcza Kelle nie potrafi się pogodzić. Zespół Downa nie jest chorobą, z którą można walczyć, którą można wyleczyć, przy której można mieć nadzieję na to, że po prostu minie. Kelle Hampton wiedziała, że coś jest nie tak już od momentu kiedy po raz pierwszy dane jej było potrzymać w ramionach swoje maleństwo. I wtedy zaczęła się zwyczajnie załamywać, tym bardziej im więcej myślała o rzeczach, których Nella nigdy nie doświadczy, ale i o rzeczach, które dodatkowy chromosom odebrał także jej starszej córeczce. Godzinne pogaduchy z siostrą, telefony, gdy coś się dzieje, proszenie o radę. Jej dziewczynki mogą przecież nigdy tego nie doświadczyć.

Podobała mi się ta szczerość autorki, ta naturalność, to, że wprost pisała o tym, co ją bolało. To, że ani przez chwilę nie próbowała udawać, że cieszy się tym, co zgotowało dla niej życie. Ani na moment nie ukrywała tego, że jest jej po prostu i zwyczajnie źle i że nie wie czy i jak będzie potrafiła sobie poradzić z chorobą córeczki. Radość w takich przypadkach przecież przychodzi powoli, początkowo jest niesamowity ból, żal i to kołaczące się po głowie pytanie: dlaczego my? dlaczego ja?

Tak naprawdę jednak jeśli ktoś sięgnie po tę książkę w poszukiwaniu informacji na temat zespołu Downa i tego jak się zajmować dzieckiem z tą chorobą, to srogo się zawiedzie, bo ich tu nie znajdzie. Owszem, chore dziecko jest, ale jest dopiero rok, to zaledwie początek ich wspólnej drogi, a opis wydarzeń z tego roku stanowi dla mnie nie tyle proces godzenia się z urodzeniem chorego dziecka, ale przede wszystkim piękną opowieść o przyjaźni i miłości. O miłości małżeńskiej, w której dwoje osób jest wciąż i bezustannie dla siebie, a nie przeciwko sobie, w której wspierają się w najgorszych momentach, w której mimo wszelkich przeciwności losu potrafią w przepiękny sposób trwać. O przyjaźni, która jest w stanie przenosić góry, bo kto wie, co by się stało z autorką, gdyby nie te prawie trzydzieści różnych kobiet, od których w każdej chwili mogła liczyć na wsparcie. To taka przyjaźń, o której mówi się, że choćbyś zadzwoniła w środku nocy z drugiego końca globu to jeśli będziesz w tarapatach, przyjaciel przyjedzie i ci pomoże. Ja czytając naprawdę zazdrościłam autorce tego, że ma przy sobie takich ludzi i choć czasem miałam wrażenie, że określeniem przyjaciel obdarza zbyt prędko, to jednak w większości przypadków widać wyraźnie, że jest to określenie w pełni zasłużone.

Swoją drogą, może to głupie, ale w pewnym momencie, podczas czytania, próbowałam sobie przełożyć pobyt Kelle w szpitalu na nasze polskie realia. I… ogarniał mnie pusty śmiech. Pojedyncza sala, dziecko przy mamie, pokój pełen przyjaciół to może jeszcze by się udało, ale wyobraźcie sobie wieczorny obchód pielęgniarki, która zastając w łóżku pacjentki dodatkowo dwie inne zadowolone kobitki z włoskim żarełkiem w jednej ręce i piwkiem w drugiej (młoda mama również ma obydwie rączki zajęte, żeby nie było) pyta tylko czy nie potrzeba im przypadkiem nic więcej i grzecznie wychodzi widząc jak dobrze się bawią. Może mam zbyt spaczone wyobrażenie polskich szpitali, do których boję się wchodzić, nawet idąc do kogoś w odwiedziny, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić takiego babskiego wieczorku w jednej ze szpitalnych sal.

Jeśli chodzi o minusy ja widzę jeden, przeogromny. Bardzo pobieżna korekta albo i jej zupełny brak (choć ktoś się przecież podpisał i pod redakcją i pod korektą, pytanie z jakich powodów). Przez to w książce roi się od różnych błędów: literówek, czasem zmieniających całkiem znaczenie słowa, powtarzających się lub brakujących wyrazów, dywizów w wyrazach, które miały być podzielone, a z jakichś powodów zostały w całości. Szkoda, moim zdaniem niestety książka traci przez to na wartości.

Kelle Hampton, Nella. Piękno nieoczekiwanego, Poznań, Wydawnictwo Rodzinne 2012.