Podeszłam do tej książki bardzo entuzjastycznie. Dziś myślę, że aż nadto, ale przecież tyle pozytywnych ocen nie mogło się wziąć z niczego, prawda? W każdym razie zachłysnęłam się nią, bardzo. Przez dwa pierwsze rozdziały niemalże przebiegłam, zachwycając się tym jacy to inteligentni faceci, jak ładnie potrafią się przerzucać argumentami, jak wiele moich myśli pokrywa się z tym, co ma do powiedzenia Prokop. Siedziałam i energicznie mu potakiwałam. Aż w końcu przyszedł moment, kiedy powiedziałam sobie dość i na jakąś chwilę odłożyłam tę książkę. I to chyba też był błąd, bo chwila okazała się dłuższa niż przypuszczałam, a po powrocie do książki już wcale tak dobrze mi się jej nie czytało.

To lekko ponad trzysta stron rozważań o Bogu, religii, Kościele… i… No właśnie. Szkoda, że aż pięć na siedem rozdziałów zahacza o te tematy. Ja przez to w pewnym momencie poczułam przesyt. I niedosyt jednocześnie. Bo za dużo mi w tej książce było Hołowni, za dużo o tym Bogu. I choć zazdroszczę mu bardzo tej pasji, z którą mówi o swojej wierze, tej pewności, z którą mówi o swoich przekonaniach, i choć wyszło mu to z całą pewnością ciekawiej niż w Tabletkach z krzyżykiem, to jednak w pewnym momencie zaczęłam mieć dość. I zbyt mało tu było Prokopa, a ja tak chętnie, o wiele chętniej posłuchałabym właśnie jego, bo wolała bym o tej kasie i o rock’n’rollu i o innych kwestiach związanych z szeroko pojętą popkulturą.
W pewnym momencie miałam wrażenie, że elektryzująca rozmowa, zapewniana przez wydawcę zamieniła się raczej w monolog Hołowni, przerywany od czasu do czasu jednozdaniowymi pytaniami Prokopa. Szkoda, nie tego się spodziewałam. Liczyłam na interesującą dyskusję, może nie z zamiarem przekonania drugiej strony, ale przynajmniej z posługiwaniem się przekonującymi argumentami. I momentami faktycznie tak było, gdy zaczynała się wymiana zdań, śledziłam ją z zainteresowaniem, od czasu do czasu, tak jak pisałam na początku, przytakując energicznie. Tyle, że to tylko momenty, raczej te początkowe rozdziały, bo im dalej, tym bardziej w rozmowach o religii Prokop się po prostu wycofywał. Może tylko przy samym końcu jeszcze próbował dyskutować, jakoś podpuszczać swojego rozmówcę, ale dla mnie to troszkę za mało.
Szymon Hołownia, Marcin Prokop, Bóg, kasa i rock’n’roll, Kraków, Wydawnictwo Znak 2011.