
Czasem są takie dni kiedy potrzeba nam dużo słodyczy, choćby w postaci książki. Ja po Uśmiech niebios sięgnęłam właśnie w taki dzień. W dzień, gdy nic innego nie chciało się do mnie uśmiechnąć.
To opowieść o miłości trwającej zdecydowanie dłużej niż po sam grób i o mężczyźnie, który nie opuścił dużo dłużej niż aż do śmierci, choć nigdy nie składał żadnej przysięgi.
Szekspir, a właściwie Harvey, poznał Liv, gdy miał dwadzieścia lat. Z ogromną dokładnością wciąż pamięta tamto spotkanie, mimo tego, że minęło od niego kolejne dwadzieścia lat. I mimo tego, że Liv od dawna już z nim nie ma. Zmarła i to w sposób, w który nie powinno się umierać. Zdecydowanie nie w kilka tygodni po swoich dwudziestych urodzinach. To się po prostu nie zdarza.
Choć Szekspir wciąż nie potrafi zapomnieć o swej pierwszej miłości, żyje jednak nadzieją, trzymając się uparcie karteczki znalezionej kiedyś w chińskim ciasteczku: Kiedy znów spadnie śnieg spotkasz swoją wielką miłość*. Problem jest taki, że w Los Angeles śnieg raczej nie ma prawa spaść. Jakie jest więc jego zaskoczenie, gdy z nieba zaczynają sypać białe płatki, a on spotyka kobietę wyglądającą dokładnie tak jak Liv.
Jedno jest pewne. Książka chwilowo oderwała mnie od własnych problemów, bo jest tu… bardzo słodko. Wszystko układa się wspaniałe i choć po drodze ta dwójka, która odnalazła się pewnego zimowego dnia zaczyna się gdzieś gubić, to jednak… no wiemy przecież jak się kończą takie książki, prawda? Ale myślę sobie, że i odrobina baśniowości jest nam czasem potrzebna, a skoro Bennett poradził sobie całkiem nieźle, tworząc historię tak pięknie skrojoną, a jednocześnie wciągającą, to co ja mam się czepiać?
Pochłonęłam Uśmiech niebios w kilka godzin. I tak, polecam go serdecznie. Na wszelkie smutki, na rozświetlenie ponurego dnia, a i przy okazji na taką pogodę, jaką serwuje nam tegoroczne lato. Bo mnie w takie upały ogarnia zwykłe, słodkie lenistwo, a i myśleć też nie bardzo mi się chce, więc takie przyjemne i wcale nie z najniższej półki czytadła stają się dla mnie doskonałym rozwiązaniem.
Ben Bennett, Uśmiech niebios, Warszawa, Świat Książki 2012.
*s. 10