Czasem totalna błahostka może przypomnieć o demonach z przeszłości, o których usilnie staramy się zapomnieć. Tak właśnie dzieje się z Arthurem, gdy wraz z całą rodziną siada przy kominku pewnego wigilijnego wieczoru. Opowieści o duchach, opowiadane pół żartem, pół serio, wywołują w nim wspomnienia, które zmuszają go do opowiedzenia własnej historii. Historii pełnej upiorów, przy których nikomu nie byłoby do śmiechu. Historii, która wydarzyła się kilkanaście lat temu, gdy Arthur jako młody notariusz został wysłany do domu zmarłej pani Drablow. 

Szczerze, spodziewałam się czegoś lepszego. Czegoś, przede wszystkim, bardziej naładowanego emocjami. A nie dostałam niestety nic nadzwyczajnego.

Sama postać kobiety w czerni, a więc kobiety skrzywdzonej, kobiety, którą utraciła to, co było dla niej najważniejsze, co było całym jej światem, kobiety, którą rządzi gniew, nienawiść i chęć zemsty jest co najmniej fascynująca. Z tym, że mam wrażenie, że jakoś mało jej tu było, a jak już się pojawiała to za nic nie potrafiłam poczuć tych przerażających uczuć, które musiały nią targać.

Hill stara się tworzyć swoisty klimat grozy, przenosząc nas do XIX-wiecznego opuszczonego dworku, położonego w nieciekawej okolicy podmokłych bagien, nad którymi nieustannie zdaje się unosić mgła. Mgła momentami tak gęsta, że ciężko jest w niej cokolwiek dostrzec. Przenosząc nas do domu w którym jedne drzwi pozostają wciąż zamknięte, za nimi zaś wciąż słychać dziwny, trudny do określenia stukot. Sprawiając, że zaczynamy słyszeć powtarzający się krzyk dziecka, którego za nic nie można uratować.

Akcja całej powieści snuje się powoli i niespiesznie. Kipps, będący jednocześnie narratorem, stara się przekazać nam swoje wspomnienia w bardzo dokładny sposób, nie pomijając żadnego ze szczegółów, skupiając się często na opisach wnętrza domu czy otaczającej go przestrzeni i przez to, klimat grozy i napięcie, które momentami faktycznie się pojawia i sprawia, że czuć ciarki na plecach, zdaje się jednak gdzieś ulatniać. 

Susan Hill, Kobieta w czerni, Warszawa, Amber, 2012.