Wybrałam życie to zbiór jedenastu reportaży o kobietach, które mimo wszelkich przeciwności losu zdecydowały się na urodzenie dziecka. Dziecka pojawiającego się na ogół w najmniej odpowiednim momencie. Dziecka, bez którego i tak jest im w życiu bardzo ciężko. Albo dziecka poważnie chorego, któremu trzeba poświęcić całą swoją uwagę, po to, by mogło dożyć kolejnego dnia. 

Wybrałam życie to zbiór historii, o których czytamy z niesłabnącym podziwem, jednocześnie jednak zaklinając się, powtarzając jak mantrę Boże, żeby mi się to nigdy nie przytrafiło. Ja podczas lektury wciąż zastanawiałam się czy byłabym w stanie znaleźć w sobie tyle siły, czy mogłabym sobie poradzić z takim życiem. Z życiem, które właściwie wciąż dokłada nowych niespodzianek i nie są to bynajmniej niespodzianki, z których można się cieszyć. Mam tu na myśli dzieciństwo, z którego bohaterki wyniosły same smutne wspomnienia, dom rodzinny, z którego musiały uciekać, żeby nie zwariować, mężczyzn, którzy pojawiali się i znikali, a w międzyczasie znaleźli dość czasu, by niektóre z nich pobić do nieprzytomności  i wreszcie dzieci, które czasem zmuszone były oddać do adopcji, nie będąc w stanie się nimi zająć.

Wiele z tych reportaży przyprawia o gęsią skórkę, wiele wzrusza, ale tak naprawdę tylko jeden doprowadził do tego, że z moich oczu popłynęły łzy. I płynęły jeszcze chwilę po skończeniu czytania. To opowieść Joli, której lekarze już w trakcie trwania ciąży powiedzieli wprost, że jej dziecko nie ma szansy na normalne życie. Że jeśli już nawet uda się jej urodzić, to niewiele czasu będzie im dane spędzić razem. A jednak, Jola nie przerwała ciąży, zdecydowała się urodzić, zacisnęła zęby i zrobiła wszystko, by jej dziecko żyło jak najdłużej.  

Faktycznie idealne określenie nadała autorka swoim rozmówczyniom. Większość z nich to prawdziwe Matki Wszechmogące, to kobiety dla których słowo niemożliwe zdaje się nie istnieć. To matki, które z miłości do swoich dzieci, często przecież niechcianych, często nieplanowanych, często takich, dla których w ich życiu zupełnie nie było miejsca i warunków, czerpią tyle siły i energii, że momentami aż ciężko w to uwierzyć. 

Niestety, przeszkadzała mi stronniczość Grysiak. Moim zdaniem jako autorka powinna stać jakby z boku, nie komentować tego co widzi i słyszy. Zbyt widoczne było dla mnie to, po której stronie staje, jak ocenia kobiety decydujące się na aborcję. Tym samym żałuję też, że nie dała im prawa głosu. Wierzę, że i one mogłyby wiele powiedzieć o swoim wyborze, a ja chciałabym posłuchać także tej drugiej strony. 

Recenzja opublikowana na dlalejdis.pl

Brygida Grysiak, Wybrałam życie, Kraków, Wydawnictwo Znak 2012.