
Ptaki od zawsze kojarzą mi się z wolnością. Wolnością tym większą, że dla nas, ludzi, zupełnie nieosiągalną.
W związku z tym, w trakcie lektury, wciąż zastanawiałam się na ile mamy prawo do trzymania, jakby nie patrzeć, dzikich ptaków w domu. Na ile mamy prawo do zabierania im tej wolności, podcinania lotek, by nie mogły wylecieć, podbierania jaj, by nie mogły się rozmnażać. Może na tyle, na ile jesteśmy w stanie zapewnić im życie szczęśliwe i kilkakrotnie razy dłuższe niż poza naszym domem?
W każdym razie u autorki, w domu w Aberdeen, gdzieś na północy Szkocji, gdzie mroźne dnie są na porządku dziennym, a wiosna wcale nie trwa tak długo, jakby się chciało, wszystko zaczęło się od gołębi. Gołębi na swój sposób udomowionych, z którymi znajoma babci pana Woolfson, nie miała już co zrobić, a które jego żona zdecydowała się zabrać do siebie, choć w tym czasie o ptakach wiedziała właściwie tyle co nic.
Potem poszło już z górki, a w ich domu pojawiła się Ptaszyna (nimfa), którą zażyczyła sobie ich córka Bec na 12 urodziny. Następnie był Ikar (rozella białolica) cierpiący na francuskie pierzenie, Marley (konura słoneczna), który swym dziobem był w stanie roznieść w drobny pył każdy napotkany na swej drodze kawałek drewna, Max (szpak) klnący więcej niż niejeden człowiek, a w końcu i Kurczak (gawron), który pojawił się w domu autorki pewnego wiosennego dnia i zawładnął całym jej sercem oraz Pyskacz (sroka), który wypadł lub został wyrzucony z gniazda w ogrodzie jej znajomych, a którego ta koniecznie chciała przygarnąć i w końcu, chyba samą siłą woli, doprowadziła do tego, że został w jej domu, już wtedy całkowicie zaptaszonym, na zawsze.
Woolfson pisze o swoim codziennym życiu wśród ptaków. O tym jak radzi sobie z ich porannymi krzykami albo z zachowaniem względnej czystości, co przy takiej ilości ptasich kompanów może być naprawdę ciężkie. Rozśmieszyły mnie pewne zachowania tych skrzydlatych przyjaciół. Wyobrażając sobie Kurczaka, który w złości zdejmuje autorce z nosa okulary i ciska nimi o ziemię albo przedziurawia gazetę, gdy zbyt długo nie zwraca na niego uwagi czy też Pyskacza, który podlatuje do jej córki i wyrywa jej notatki, z których się uczy, nie sposób się nie uśmiechnąć.
Kolejny raz uderza to, jak wielki wpływ na całe nasze dalsze życie, charakter i stosunek do zwierząt ma dzieciństwo i wczesna młodość. Autorka, krótko, bo krótko, ale jednak wspomina swój rodzinny dom, w którym właściwie od zawsze gościły psy i z którego, głównie dzięki ojcu, wyniosła ogromną miłość i szacunek do każdego boskiego stworzenia.
W pewien sposób Woolfson stara się łamać pewne, mocno w nas tkwiące, stereotypy, poświęcając wiele miejsca inteligencji ptaków czy odczuwaniu przez nie, momentami prawie ludzkich, emocji. Myślę, że nie jestem jedyną osobą, której na myśl o gołębiach przychodzi automatycznie skojarzenie z, żeby to delikatnie ująć, chociażby mile przyozdobionym samochodem, a czytając to, co serwuje nam autorka w pewnym momencie zrobiło mi się głupio, że myślę aż tak schematycznie.
Znajdziemy tu jednocześnie wiele ciekawostek. Ja przykładowo nie miałam pojęcia, że ptaki mają aż tak rozwinięty zmysł wzroku, że tak dobrze rozróżniają kolory, odróżniając o wiele więcej odcieni niż przeciętny człowiek. Nie wiedziałam też, że gołębie kojarzące się na ogół z wielkim spokojem, mogą być w stosunku do siebie aż tak agresywne. Te ciekawostki wynikają jednocześnie z tego, że Woolfson, obok swoich własnych wspomnień czy przemyśleń, często powołuje się na wypowiedzi innych ludzi, biologów, weterynarzy, ornitologów. I niestety, mam wrażenie, że przez to, książka nie jest wolna od pewnych dłużyzn, fragmentów, które po prostu nudzą.
Przyznaję, jeden rozdział, ten o powstawaniu gatunku po prostu pominęłam. Wystarczyło mi kilka jego pierwszych stron, żeby poczuć się umęczoną, żeby poczuć się tak, jakbym czytała jakieś naukowe opracowanie. Dużo większe wrażenie robiły na mnie rozdziały poświęcone nie ptakom w ogóle, ale tym kilku konkretnym ptakom zamieszkałym w domu autorki. To w nich było czuć podziw, oddanie i autentyczną miłość. I dla nich zachęcam do sięgnięcia po książkę i przeczytania całości.
Esther Woolfson, Corvus. Życie wśród ptaków, Warszawa, W.A.B. 2012